W kolejnych wyborach zagłosujemy przez Facebooka?

18.07.2012
W kolejnych wyborach zagłosujemy przez Facebooka?

No może trochę się zagalopowałem w przewidywaniach, ale nie jest wykluczone, iż w niedalekiej przyszłości to Amerykanie jako pierwsi zamiast pójść oddać swój głos w wyborach, usiądą wygodnie w fotelu, wejdą na Facebooka i oddadzą za jego pośrednictwem swój głos.

Naprawdę coraz ciężej znaleźć dziedzinę życia, w której niewykorzystywany jest ten portal społecznościowy. Z jednej strony może to bardzo ułatwić sytuacje z życia codziennego. Z drugiej strony ukazuje potęgę, jaką posiada Mark Zuckerberg oraz jego firma. No właśnie, sami stworzyliśmy potęgę tej firmy. Jeśli tak już się stało, to warto to właściwie wykorzystać.

Stan Waszyngton, jako pierwszy w Stanach Zjednoczonych, udostępni swoim mieszkańcom możliwość rejestracji wyborców za pomocą aplikacji działającej na Faceboku. Jak zapewniają jej twórcy, a jest wśród nich Microsoft, portal nie będzie miał dostępu do żadnych innych danych niż imię, nazwisko oraz data urodzenia, czyli zasadniczo nie dowie się o nas niczego więcej, czego by już nie wiedział. Rejestracja wyborców przez sieć w tym stanie była już dostępna od 2008 roku, jednakże w nowej aplikacji upatrywane są spore nadzieje na aktywizację potencjalnych wyborców. Największych nadziei upatruje się w tak zwanej poczcie pantoflowej, która na portalach społecznościowych przeżywa swoją drugą młodość.

Jak już wcześniej wspomniałem w informacjach na temat tego przedsięwzięcia wielokrotnie wspominano, iż Facebook nie będzie miał dostępu do żadnych danych wrażliwych, czy też państwowych baz danych. Jak widać w społeczeństwie amerykańskim muszą być również obecne obawy co do typu informacji, jakie są zbierane oraz przetwarzane na temat osób korzystających z portali społecznościowych. W celu uzyskania dostępu serwisu MyVote, a tym samym by móc zaktualizować swoje dane wyborcy, dana osoba będzie musiała podać numer swojego prawa jazdy lub stanowej karty ID. Aplikacja będzie dostarczała również szeregu informacji na temat samego głosowania oraz jego organizacji, jak i kandydatów startujących w wyborach.

E-administacja, jeśli tak te posunięcia możemy nazwać w USA, jest znacznie bardziej rozwinięta niż w Polsce. W Stanach Zjednoczonych już w sumie 13 stanów umożliwia rejestrację wyborców za pomocą internetu. Z nowych możliwości najczęściej korzystają ludzie w wieku 18-34 lat, stanowiący 60% wyborców, którzy dokonali rejestracji on-line pomiędzy marcem 2010, a marcem 2011 roku. Taki sposób kontaktu z obywatelami to też zauważalna oszczędność pieniędzy dla władz oraz oszczędność czasu dla obywateli.

Najbliższe wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych będą miały miejsce już 6 listopada, jeszcze nie przez Facebooka, ale kto wie, co przyniesie przyszłość. Prawdopodobnie jeszcze za naszego życia dojdzie do sytuacji, gdy zamiast iść do urny wyborczej z naszym głosem wystarczy zalogować się na odpowiednim portalu i tam oddać swój głos. Takie wizje dotyczące polskich wyborów pojawiają się cyklicznie podczas debaty o frekwencji wyborczej wśród Polaków. Najczęstszym kontrargumentem przeciwko takim pomysłom są kwestie bezpieczeństwa takiego przedsięwzięcia. Moim zdaniem są one słusznie podnoszone w dyskusji publicznej. Jednakże w przyszłości nie uciekniemy przed taką formą głosowania. Wątpię, aby znacząco podniosła ona frekwencję osób oddających swoje głosy, gdyż w mojej ocenie problem nie leży w dostępności (prócz dostępności dla osób niepełnosprawnych) do lokali wyborczych, a w postawie obywateli, którzy nie wierzą iż ich głos może coś zmienić w pozytywny sposób.

Czy zatem portale społecznościowe, gdybyśmy za ich pośrednictwem oddawali swoje głosy, zapewniłyby znaczny zwrot frekwencji wyborczej? Jestem zdania, że nie. Niech pozostaną raczej polem walki o wyborców oraz miejscem kampanii zachęcających do udziału w wyborach.

Dołącz do dyskusji

Advertisement