5 pytań do Maćka Budzicha, czyli Mediafuna

16.07.2012
5 pytań do Maćka Budzicha, czyli Mediafuna

Postanowiliśmy przemaglować Macieja Budzicha na temat videoblogów w Polsce. Maciej Budzich to autor bloga o mediach, marketingu i internecie blog.mediafun.pl. Pasjonat, obserwator i komentator nowych mediów, niestandardowych działań reklamowych i wszystkiego co jest związane z nowymi technologiami i ich zastosowaniem w budowaniu marki, wizerunku, promocji firmy i przedsiębiorczością. Od czasu do czasu vloger lub youtuber (niepotrzebne skreślić) na kanale youtube.com/blogmediafunpl

Trudno jest być vlogerem w Polsce?

Pomyślałem najpierw, o k… pytanie jak z telewizji śniadaniowej. Ale zadaje, je przecież Paweł Okopień, a nie jakiś prowadzący, który przed chwilą dyskutował o dziecięcych wysypkach i rozważał problem doboru sukienki na lato – postanowię się więc wgłębić w pytanie i nie potraktować go, jako pierwsze, zaczepne.

Na początku naszej rozmowy, muszę zrobić jedno zastrzeżenie: przede wszystkim patrzę, komentuję i funkcjonuję we vlogosferze jako bloger z kilkuletnim stażem i wykorzystuję swoje doświadczenia blogera we vlogowaniu – moje opinie są więc „spaczone” przez blogowanie.

Nie jest więc trudno zostać vlogerem – bo z założeniem vloga nikt nie powinien mieć żadnych problemów. Jest nawet łatwiej niż z blogiem – nie ma problemu z wyborem platformy – jest jedna – YouTube i długo, długo nic. Nawet świeża sprawa z kasowaniem filmów przez administracje YT na podstawie fałszywego oskarżenia o kradzież, nie zmieni tego, że ten serwis jeszcze będzie długo najpopularniejszą platformą i nie przewiduję tutaj jakiejś masowej migracji. Z prostego powodu – YouTube generuje mnóstwo „darmowego” ruchu. Vloger na swojej własnej platformie video musiałby wkładać masę wysiłku w promocję swojej twórczości. Siłą rzeczy, zamiast być vlogerem, musiałby zdobyć jeszcze wiele sprawności social media ninjów.

Start jest więc prosty. Natomiast konsekwentna produkcja materiału to już większe wyzwanie. Zwłaszcza, że w przeciwieństwie do pisania bloga, tutaj pokazujemy swoją twarz, czasem wnętrze swojego domu, swoje emocje, ekspresje i wszystkie swoje fizyczne wady. To zaproszenie widzów do swojego świata. A przecież żyjemy w Polsce, kraju psayo ogrodnika i fotelowych ekspertów. O ile bloger może się spodziewać jedynie napływu „grammar nazi” i merytorycznych miszczów-eskpertów od wszystkiego, vloger musi przygotować się na krytykę swojego wyglądu, wad swojej wymowy, koloru ściany, oświetlenia, jakości dźwięku – bardzo osobistej krytyki. Osobom z kompleksami jest czasem trudno znieść taką krytykę, mimo, że starają się to maskować. Bo vlogi to też emocje, i te pozytywne i negatywne.

Trudno jest być vlogerem również z innego powodu. Wciąż najbardziej aktywną grupą korzystają z YouTube są ludzie bardzo młodzi. Podejrzewam, że spora część starszych czytelników Spiders’Web lub tzw. ekspertów z branży, rzadko subskrybuje filmy, klika „łapki w górę” pod filmami czy pod komentarzami. Tam wciąż królują bardzo młodzi, którzy nie zawsze „złapią” trudniejszy temat, mają za nic pewne normy czy zachowania społeczne i wiele rzeczy robi po prostu dla draki. Nie rozumieją też funkcjonowania mediów, pewnych zależności czy prostych, biznesowych spraw. Nie chcę tutaj ciągnąć tematu, ale sytuacja związana z Rockiem (RockAlone2K), jednym z najpopularniejszych twórców YouTube, falą hejtu, uprzykrzania życia, która przenosi się również do realnego wymiaru, jest dla mnie tego coraz bardziej dobitnym dowodem.

Trudno jest też być vlogerem mobilnym, przynajmniej w Polsce. O ile tekst na bloga mogę wrzucić właściwie z każdego miejsca gdzie jest jakikolwiek zasięg, to vloga umieszczę w sieci dopiero kiedy złapię porządne 3G lub wi-fi. To dość frustrujące, zwłaszcza kiedy chcesz robić częste vlogi telefonem komórkowym, spontanicznie, tu i teraz.

W pytaniu pytałeś mnie o trudności, więc na nich skupiłem się w odpowiedz … jest też sporo „plusów dodatnich” – to tak na marginesie, żeby nie wyjść na czarnowidza.

Wierzysz, że to wideo w sieci ma większą przyszłość niż tradycyjne blogi?

Trudno tutaj mówić o jakimś wyścigu, zwłaszcza, że dość trudno mierzyć i porównywać ze sobą te dwa rodzaje aktywności. Na pewno mamy teraz olbrzymi wzrost popularności video w sieci. Jest to z jednej strony moda na tworzenie własnych treści – łatwa dostępność sprzętu, którym za niewielkie pieniądze można już tworzyć dobrą produkcje – każdy dzisiaj może zostać twórcą video. No i w końcu tradycyjni nadawcy telewizyjni produkują i umieszczają coraz więcej treści video w sieci. Powstają i rozwijają się też firmy, które skupione są tylko na produkcji contentu video.

Video nie wykluczy oczywiście blogów, zresztą blogerzy od dawna wspierają się tą formą jako ilustracją do swoich wpisów. Blogi znalazły więc już swoje miejsce w sieci, wideo dopiero szuka i agresywnie penetruje ten obszar sieci.

Jak nie utknąć pomiędzy żenującymi filmkiami, słodkimi nastolatkami i tysiącem innych podobnych? Jak wykazać, że vlogowanie może być też wartościowe?

Niestety, decydując się na tzw. „wartościowe” blogowanie trzeba wskoczyć do masy żenujących filmików, „faili” i malujących się nastolatek. Jeśli przez kilka tygodni będziesz obserwował sekcje „popularne dzisiaj” albo „najlepsze dzisiaj” to zobaczysz, że z wartością merytoryczną tych popularnych jest bardzo różnie. Ale to chyba nic dziwnego – tłuszcza zawsze kochała prostą rozrywkę. Nie jest to jednak powód do załamywania rąk, bo wydaję mi się, że publiczność i użytkownicy YouTube stopniowo dorastają i zaczynają poszukiwać wartościowych treści – na TOP 5 nie ma co liczyć, ale robiąc swoje, skupiać się na merytorycznie swojej profesji można również zdobyć uznanie widzów. Najlepszym przykładem jest Jędrek, kapitan zamku Chojnik. Kto by przypuszczał, że starszy (!) gość opowiadający o historii i zwyczajach czasów minionych zdobędzie popularność i takie uznanie widzów.

Czy pojawią się w naszym kraju internetowe programy mogące rywalizować z tym, co pokazuje tradycyjna telewizja?

Ilości widzów jaką generuje telewizja jeszcze długo się nie przeskoczy. Oczywiście wynika to z przyzwyczajeń kulturowych, sposobu konsumpcji telewizji (rodzinne oglądanie), ale również ze specyfiki medium i błędów pomiarowych. Czy oglądaniem telewizji można nazwać odbiornik włączony w domu, o tak, aby coś grało i migało? Najnowsze badania przeprowadzone przez TNS dla PanMedia Western pokazują, że odsetek włączonych telewizorów z wyciszonym dźwiękiem (!) cały czas rośnie.

Oglądanie video w sieci to jednak czynność bardziej osobista – jeden ekran (laptop, smarfon, tablet, tv) – jeden ekran, jeden widz i duży współczynnik uwagi, możliwość zatrzymania programu, obejrzenia gdziekolwiek się chce, kiedykolwiek się chce i na czymkolwiek się chce.

Część takich programów będą produkować oczywiście firmy, które mają za sobą doświadczenia w produkcji telewizyjnej, bo telewizja szuka swojego miejsca w sieci. Ale powstaje coraz więcej produkcji realizowanych przez firmy które rozumieją specyfikę internetu, potrafią wykorzystać potencjał społecznościowy wideo w sieci, powiązać z aktywnością na wielu serwisach internetowych, a przede wszystkim dobrze trafić ze sprofilowanym programem do konkretnego widza. Stąd też powód do narzekania nad jakością i rozrywkowym aspektem wideo w sieci – młoda, niewymagająca publiczność więc i przygotowane pod nią produkcje.

Kogo Ty osobiście najchętniej oglądasz w sieci?

Przepraszam Ciebie i czytelników, ale nie dostaniesz konkretnej odpowiedzi. Tak jak nie mam ulubionej książki, filmu i muzyki tak nie mam konkretnych ulubionych kanałów. Jako podwórkowy badacz i obserwator tego tematu obserwuję i subskrybuję wiele kanałów na YouTube – bardzo lubię oglądać produkcje od młodych użytkowników – o ile merytorycznie rzadko mi odpowiadają to już eksperymenty z produkcją, montażem, formą, czasem pracą zespołową są już bardzo ciekawym obiektem do obserwacji i bardzo wiele mogę się nauczyć. Obserwuję też „pozayoutubowe” byty – szczególnie rozwój platformy ToSieWytnie.pl, czekam na nowe projekty video od o2. Będzie się jeszcze w tym temacie sporo działo i z pewnością ten i najbliższy rok będzie upływał z mocnym akcentem na video w internecie.

Zdjęcie Maćka Budzicha wykonał Przemek Chudkiewicz.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement