Office 2010 uwidocznił ułomność Windows Store

09.06.2012
Office 2010 uwidocznił ułomność Windows Store

Sklepy z aplikacjami to wspaniały pomysł, wielce ułatwiający życie użytkownikom. Rozwiązanie, które ma swoją genezę w linuksowych repozytoriach, doszlifowane przez Apple’a, trafi nareszcie do Windows. Jest tylko jeden mały problem…

Jedna z nowości w Windows 8 i Windows RT, która wydaje mi się szczególnie ekscytująca, to Windows Store. Dlaczego tak uważam? To ja może wyjaśnię posiadaczom Ubuntu (i innych linuksów), OS X i innych systemów, jak wygląda współpraca systemu Microsoftu z aplikacjami.

By zainstalować aplikację, nie mamy jednego, spójnego interfejsu. Należy umieścić w komputerze płytę z programem lub pobrać go ze strony producenta. Następnie należy uruchomić kreatora instalacji. Zazwyczaj w każdym programie wygląda to nieco inaczej (nawet jeżeli jest on stworzony za pomocą wytycznych Microsoftu i Instalatora Windows), lub totalnie odmiennie (jeżeli twórca aplikacji miał takie widzimisię). Nieraz użytkownikowi zadawane są Trudne Pytania, które nie każdy Kowalski rozumie, więc klika nie ruszając domyślnych ustawień przycisk Next/Dalej w kreatorze. Na tym nie koniec gehenny. Na OS X i Ubuntu aplikacje dbają same o siebie. Pod Windows to użytkownik musi sprawdzać na witrynie producenta, czy nie pojawiła się nowa wersja lub łatka. Coraz więcej aplikacji posiada, co prawda, własne mechanizmy do sprawdzania nowych wersji, działa to jednak zawodnie, szczególnie jeśli posiadamy źle napisaną zaporę ogniową.

Koszmar, prawda? Na szczęście Microsoft zmądrzał i wprowadzi do Windows 8 i Windows RT swój odpowiednik Mac App Store, czyli Windows Store. W ślicznym, przejrzystym interfejsie Metro możemy w banalny sposób kupować i instalować programy i gry, a usługa Store będzie dbała o to, by zawsze były w jak najnowszych wersjach. Tak jak robi to Windows Update z samym systemem Windows. Jest tylko jeden mały szkopuł. Dotyczy on Windows 8 i aplikacji napisanych nie dla interfejsu Pulpitu, a dla aplikacji Metro.

Wyobrażałem sobie, że zarówno aplikacje Metro, jak i „pulpitowe” będą nadzorowane przez Windows Store. Myliłem się. Dowodzi tego Microsoft Office 2010, pierwsza aplikacja dla Pulpitu, która pojawiła się w sklepiku Microsoftu. Jak się okazuje, programy w Windows Store dla Pulpitu, w przeciwieństwie do tych dla Metro, to zwykłe zaślepki. Nie są instalowane za pomocą sklepu, nie są też przez niego nadzorowane. Po kliknięciu w „Kup Teraz” (czy jak to tam się będzie nazywało w polskiej wersji systemu) jesteśmy przenoszeni na stronę producenta, na której będziemy mogli kupić produkt. Usługa Windows Store nie jest pod ów program w żaden sposób podpinana.

Office 2010 akurat jest obsługiwany przez Windows Update, tak jak inne aplikacje Microsoftu. Problem będzie jednak w przypadku aplikacji firm trzecich. Windows Store odciąży moją uwagę tylko w przypadku aplikacji Metro. Windows Store pomoże w promowaniu aplikacji na Pulpit, jednak w żaden sposób nie ułatwi dbania o nich.

Jestem najzwyczajniej w świecie rozczarowany i nie rozumiem takiego obrotu sprawy. Od strony technicznej przecież jest to do zrobienia. Doskonale rozumiem sytuację, w której ignoruję Windows Store, pobieram coś samodzielnie z Internetu, a mój nowy nabytek nie jest widziany przez usługę Microsoftu. Nie rozumiem natomiast tej decyzji Microsoftu.

Szkoda. Na OS X i Ubuntu wciąż będzie lepiej.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement