Internet Explorer 10 z włączonym domyślnie Do Not Track – świetna decyzja Microsoftu, która wywoła małą burzę

01.06.2012
Internet Explorer 10 z włączonym domyślnie Do Not Track – świetna decyzja Microsoftu, która wywoła małą burzę

Microsoft zapowiedział, że w Internet Expolerze 10 funkcja Do Not Track będzie włączona domyślnie. Oznacza to, że użytkownicy, którzy będą korzystali z tej przeglądarki (prawdopodobne domyślnej w Windowsie 8) przy serfowaniu po internecie będą automatycznie wysyłali informację do sieci reklamowych, stron i serwisów, że nie chcą, by te ich śledziły i wyświetlały im spersonalizowane reklamy. Microsoft w końcu umiejętnie przedstawia swój produkt, ale jednocześnie z ukłonem w stronę prywatności użytkowników postanawia namieszać na rynku reklamowym. Jakie będą tego skutki?

O ile taka decyzja powinna wywołać radość wszystkich, którzy martwią się o prywatność, o tyle powinna też spowodować chwilę zastanowienia. Do Not Track zainicjowana i wspierana przez Mozillę funkcja nieobowiązkowa – w momencie ładowania strony przez użytkownika, który ma włączony DNT, przeglądarka wysyła nagłówek który informuje stronę, że użytkownik nie chce, by jego zachowanie było śledzone. Tyle, że do Do Not Track serwisy i sieci mogą się stosować, ale nie muszą. Amerykańska Federalna Komisja Handlu próbuje sprawić, żeby było to prawnie obowiązkowe, na razie jednak jest to gest dobre woli. No, może nie do końca – to też ładne, marketingowe zagranie pokazujące, że serwis dba o prywatność użytkowników.

Według przewidywań 25 procent użytkowników internetu zaktualizuje swoją przeglądarkę do IE10. Jeśli tak, to oznacza to, że ćwierć internautów będzie automatycznie prosiło o nieśledzenie ich. Listę serwisów i usług honorujących Do Not Track można znaleźć tutaj . Znajdują się na niej między innymi Twitter (od niedawna), MochiMedia, Jumptap czy AdOcean.

Mozilla podzieliła się danymi, z których wynika, że 8,6% internautów używa Do Not Track na komputerach. To dużo, jednak jeśli ta liczba podskoczy do 20 – 30 procent, sytuacja dla uczestniczących w DNT reklamodawców może zrobić się nieciekawa. A dla użytkowników? Do Not Track brzmi ładnie i faktycznie wpływa na to, jak zachowują się reklamy w przeglądarce (korzystając można zauważyć zmniejszenie mocno personalizowanych reklam, mówię z doświadczenia), jednak najwięksi i najbardzej kontrowersyjni gracze, czyli Google i Facebook, albo nie dostosowują się do DNT, albo tworzą własne rozwiązania oparte nie na ustawieniach w przeglądarce, a na dodatkowych rozszerzeniach. Google podobno do końca roku ma wprowadzić w Chrome’ie Do Not Track, jednak na razie oferuje jedynie rozszerzenie Keep My Opts-Out.

Microsoft wywoła małą burzę, która może mieć dwa skutki. Jeden to popularyzacja Do Not Track i rozpowszechnienie. Jeśli poskutkowałoby to zwiększeniem świadomości internautów, to reklamodawcy i serwisy z przyczyn wizerunkowych musieliby zacząć honorować DNT. Drugi, niestety bardziej prawdopodobny, to wzbudzenie niechęci do Do Not Track – w końcu tym, którzy śledzą każdy nasz krok doskonale pasuje sytuacja, w której DNT jest tylko dodatkową opcją, którą trzeba samemu sobie włączyć. Oby tak nie było.

Mogę nie przepadać za Microsoftem, mogę uważać, że domyślne włączenie Do Not Track to nie troska o użytkownika, a chęć odegrania się na konkurencji, ale jednego nie mogę Microsoftowi odmówić: z punktu widzenia użytkownika, który martwi się prywatnością taka decyzja jest wspaniała. Czekam na IE10 i mam nadzieję, że ten mniej prawdopodobny, pierwszy scenariusz się uda. A tymczasem mam włączonego Do Not Tracka i na własną rękę blokuję skrypty itp. rozszerzeniami typu Ghostery (polecam też Do Not Track Plus). Niemal niewiarygodne, jak strony potrafią się ładować szybciej.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement