UEFA nie rozumie internetu i zakazuje linkowania do swojej strony, a ja proponuję lepsze rozwiązanie

30.05.2012
UEFA nie rozumie internetu i zakazuje linkowania do swojej strony, a ja proponuję lepsze rozwiązanie

Jak dziwne podejście do internetu mogą mieć różne organizacje i firmy nigdy pewnie nie pojmiemy. Dziennik Internautów w osobie Sławomira Wilka opisał świetną, kuriozalną, średniowieczną i zadziwiającą sprawę: UEFA zabrania linkowania do swojej strony bez jej pisemnego pozwolenia. Dawno się tak nie ubawiłam. Oznacza to, że na przykład Google ma już przechlapane (no chyba, że ktoś z Google pofatygował się i zgłosił do UEFA o pisemną zgodę) i podlega pod WYŁĄCZNĄ JURYSDYKCJĘ SĄDÓW W NYON W SZWAJCARII (pisownia oryginalna). Jeśli to nie są opary absurdu, to już nie wiem co mogłoby nimi być. Był nie tak dawno w Stanach Zjednoczonych sędzia, który wymyślił sobie, że linkowanie w internecie powinno odbywać się tylko za pozwoleniem strony, do której się linkuje.

Sędzia nazywa się Richard Posner i w 2009 roku wymyślił sobie, że linkowanie jest złe, bo pozbawia wydawców, takich jak Associated Press czy Reuters, zysków. Brzmi to bardzo absurdalnie, ale Posner po prostu pomylił terminy. Chodziło mu o to, że jeśli trzeci serwis chce linkować, to powinien zapłacić albo przynajmniej dostać zgodę źródła. Tylko, że to kompletne pomieszanie z poplątaniem: jeśli Posner chciał, by wprowadzono opłaty i zgody za wykorzystanie materiałów na zewnętrznych stronach, to powinien zakazać nie linkowania, a kopiowania choćby fragmentów treści. Posner skupił się za to na niewinnym linkowaniu, które nawet nie oznacza wykorzystywania treści – przecież nawet ja mogę podlinkować tu i teraz stronę o rękodziele i nie wykorzystać żadnej treści z owej strony.

Zresztą pomysły Posnera były tak złe i błędne, że umarły śmiercią naturalną – przecież prawo dopuszcza możliwość wykorzystywania treści, tzw. dozwolony użytek. Zakazanie,ograniczenie linkowania świadczy o tak mocnym niezrozumieniu działania internetu, że woła o pomstę do nieba. Przecież linkowanie jest jedną z ważniejszych podstaw sieci; to dzięki niemu można szybko trafiać do innych materiałów, zdobywać informacje, prowadzić dyskusje…

UEFA wykazuje się wspaniałym podejściem do internetu. Dziennik Internautów (linkuję drugi raz, z premedytacją) zacytował stosowny fragment z regulaminu strony:

7.2 W przypadku zamieszczenia linku do Strony, wyraźnie akceptuja Panstwo:
– obowiazek uzyskania uprzedniej pisemnej zgody UEFA na zamieszczenie linku do Strony; (…)

Zalinkowane bez zgody oznacza „PODDANIE SIĘ WYŁĄCZNEJ JURYSDYKCJI SĄDÓW W NYON W SZWAJCARII”.

Zastanawiam się, skąd w umysłach prawników UEFA wzięły się takie kwiatki. Czyżby UEFA chciała działać przeciwko fanom piłki nożnej, którzy z czystej radości sportowej chcieliby podzielić się linkiem do strony tej organizacji piłkarskiej? A może to przebiegły sposób na… Właściwie nie wiem, na co. Zakaz linkowania do własnej strony jest równoznaczny z oznajmieniem, że jest się albo świętą krową, albo nie chce się, by strona była popularna.

A ja proponuję inne prawo: nakaz linkowania. Nakaz linkowania zakładałby, że w internecie cytując albo wspominając o jakiejś stronie trzeba koniecznie ją podlinkować dla dobra informacji i czytelnika. Brzmi fair, prawda?

 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement