Opłaty od użytkowników Facebooka? Nie tędy droga, panie Zuckerberg

14.05.2012
Opłaty od użytkowników Facebooka? Nie tędy droga, panie Zuckerberg

Facebook, Facebook, Facebook, Facebook… Ta nazwa w ostatnich miesiącach powtarzana jest do znudzenia i odmieniana przez wszystkie przypadki. Nie ma w tym nic dziwnego – niedługo Facebook wchodzi na giełdę i chce wycenić się na prawie 100 miliardów dolarów, czyli więcej, niż warte były jakiekolwiek firmy “web 2.0” w momencie IPO, łącznie z Google’em. Nastroje jednak są różne i w mediach, oprócz optymistycznych prognoz, pojawia się też mnóstwo wątpliwości, a sprawa z bluzą Zuckerberga, która podobno sprawiła, że inwestorzy poczuli się zlekceważeni świetnie obrazuje napiętą atmosferę. Facebook robi wszystko, by w ostatniej chwili poprawić perspektywy zarobkowe i pokazać, że potrafi mocno zmonetyzować użytkowników.

Facebook uaktualni swoją “politykę prywatności”, która będzie nazywać się “polityką wykorzystania danych”. Jaśniej i precyzyjniej określa ona, które dane będą kasowane, jak wykorzystywanie itp. Ważne, że mocno zaakcentowano możliwość wykorzystywania danych użytkownika do wyświetlania reklam poza Facebookiem, czyli na przykład na zewnętrznych stronach. To miałoby ogromny sens, bo w końcu prawie 900 milionów użytkowników, które udostępnia swoje dane i surfuje po sieci po stronach z wtyczkami Facebooka daje ogromne możliwości reklamowe.

Jednak jeszcze ciekawszą i bardziej kontrowersyjną, nową funkcją jest testowane wśród małej grupy użytkowników opcji podświetlania postów tak, by były lepiej widocznie w strumieniach. Opcja ta wciąż jest testowana i brane pod uwagę są możliwości płatne, jak i darmowe. Co najważniejsze, nie byłaby to forma reklamowa przeznaczona dla marek i stron, a dla przeciętnych, zwykłych użytkowników.

Oprócz tego, że wprowadzenie takiej funkcji stałoby w sprzeczności ze wszystkimi dotychczasowymi oświadczeniami o tym, że Facebook dla przeciętnego Kowalskiego zawsze będzie darmowy (a użytkownicy “płacą” oglądając reklamy itp.), to mogłaby sporo namieszać. Chęć dążenia do zysków i monetyzowania setek milionów użytkowników to jedno, a dawanie im narzędzi promocyjnych tak, by “mąciły” w algorytmach wyświetlania postów według ważności to drugie.

No bo po co nam taka opcja? Powiedzmy, że zapłacę przykładowo 2 dolary za to, by mój prywatny wpis wyświetlał się wyżej w strumieniach znajomych. Tylko jaki wpis? Do promocji swoich projektów mam fanpejdże, które mogą korzystać z wielu opcji reklamowych.

Takie działanie byłoby mocno ryzykowne. Po wprowadzeniu EdgeRank, który odpowiada za to, w jakiej kolejności wyświetlane są posty w strumieniach użytkowników (nie chronologicznie, a według ważności, którą określają – mniej lub bardziej trafnie – algorytmy) podniosła się wrzawa, że to zakrawa już o manipulację treściami. Facebook szybko ustąpił i udostępnił możliwość wyświetlania postów chronologicznie. A przecież zazwyczaj Zuckerberg nie idzie na takie ustępstwa i wszelkie protesty odnośnie nowości i zmian ignoruje, bo przecież użytkownicy szybko się przyzwyczajają…

Jednak w przypadku kolejności wyświetlania postów sprawa jest już bardziej delikatna i balansuje na krawędzi manipulacji. Jeśli wprowadzone zostaną “Highlighted posts” i każdy będzie mógł dosłownie kupić sobie lepszą widoczność swojego posta o obiedzie, czy czymś innym, to i tak marne zaufanie do Facebooka może zniknąć. Kto zagwarantuje, że przez tę opcję nie umknie mi jakiś naprawdę ważny, ale nieopłacony post, albo że nagle firmy nie zaczną na potęgę wykorzystywać użytkowników z wieloma znajomymi i płacić im a podświetlone wpisy? Przecież to byłaby najlepsza forma reklamy.

Użytkownicy Facebooka są bardzo cierpliwi. Znoszą częste zmiany i wprowadzanie kolejnych reklam, łącznie z tymi w strumieniu i wykorzystującymi wizerunek znajomych. Kilka miesięcy temu Mark Zuckerberg wystosował bardzo cwane oświadczenie do swojego ludu mówiące o tym, że reklamy to to, co pozwala Facebookowi istnieć i dzięki temu nigdy nie będzie on płatny dla użytkowników. “Highlighted posts” były świadectwem nierzetelności.

Poza tym wszyscy znamy sytuacje, w których promowanie i podświetlanie postów na teoretycznie darmowych serwisach jest jedyną opcją, by na przykład nasze ogłoszenie zostało w ogóle zauważone, ponieważ wszyscy płacą za to podświetlanie. Naprawdę Zuckerberg chce tego modelu na Facebooku?

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement