Motorola nie wykorzystała szansy, którą dał Milestone

07.05.2012
Motorola nie wykorzystała szansy, którą dał Milestone

Mniej więcej na przełomie 2002 i 2003 roku miała miejsce pierwsza XXI-wieczna rewolucja w telefonach komórkowych – kolorowe wyświetlacze zaczęły się popularyzować na szeroką skalę. W pierwszej lidze znikąd zaczęły się pojawiać marki takie jak Sony Ericsson, a popularna głównie w Stanach Zjednoczonych Motorola wkroczyła też na pozostałe rynki świetną linią modeli z klapką, ze znakomitym modelem V3 na czele. 

W roku 2007 Steve Jobs zmienił oblicze rynku mobilności, bo choć iPhone nie był pierwszym telefonem z dotykowym wyświetlaczem, to właśnie charyzma słynnego lidera przekonała świat, że wcale nie chcemy fizycznych klawiatur. Rozpoczęła się już druga XXI-wieczna rewolucja technologii mobilnych. W jej wyniku na nowo narodziły się takie marki jak Samsung i HTC, które dziś grają w pierwszej lidze, a kilku gigantów – ze szczególnym wskazaniem na Nokię – stępiło sobie na niej zęby.

Tak stan rzeczy wygląda na rok 2012, w 2010 było jednak nieco inaczej. Mniej więcej trzy lata po dotykowej rewolucji, kilka jeszcze marek starało się  znaleźć swoją pozycję w nowym porządku świata. Jednym z bardziej zawziętych wojowników była chociażby marka LG, której szybko wskazano miejsce w szeregu. Android powoli zaczynał sygnalizować swoją pozycję na światowych rynkach, choć większość czołowych smartfonów HTC i Samsunga opierała się jeszcze na Windows Mobile.

W okresie zachłyśnięcia technologiami dotykowymi w zaciszu nad nowym modelem pracowała Motorola, która przez kilka ostatnich lat nie stworzyła ani jednego ciekawego modelu. I tak oto w opisanej powyżej sytuacji pod sam koniec 2009 roku odnaleźć musiała się Motorola Droid (w Europie zwana Milestone) – jeden z lepszych telefonów bazujących na Androidzie, który mógł Motoroli przywrócić miejsce w czołówce.

Telefon wyróżniał się wysuwaną klawiaturą QWERTY, Motoroli udało zrobić się jeden z lepiej funkcjonujących sliderów na rynku, główną konkurencję stanowiła zresztą w tamtym okresie Nokia z mało atrakcyjnym mimo wszystko Symbianem oraz już naprawdę leciwe modele HTC oparte na starej wersji Windows Mobile. Ponadto Milestone wyposażono w Androida szybko zaktualizowanego do wersji 2.1, zawodowy procesor oraz niezwykle estetyczny, biznesowy wygląd. Nic zatem dziwnego, że urządzenie sprzedało się znakomicie, a tak naprawdę pierwszym telefonem zauważalnie lepszym był wydany niemal rok później Samsung Galaxy S.

Motoroli nieco nieoczekiwanie udało się skonstruować telefon, który stał się obiektem marzeń wielu fanów mobilności zafascynowanych Androidem i dotykową technologią, a w których konserwatywny umysł tęsknił jednak za namacalną formą klawiatury – zwłaszcza, że w tamtym okresie wspomniany dotyk nie wszędzie był tak doskonały, jak dzisiaj. Sama Motorola zaczęła być zaś postrzegana jako trzeci gigant będący w stanie rywalizować z Apple (pomijam BlackBerry, bo to zupełnie inny rodzaj rywalizacji).

I mam wrażenie, że Motorola swojej szansy za dobrze nie wykorzystała. Moim zdaniem wyciągnięto zły wniosek. Zamiast „stworzyliśmy kawał dobrego telefonu, który wyróżnia się w tłumie” prezes Motoroli uznał najwyraźniej, że „trafiliśmy w gusta odszczepieńców, idźmy tą drogą”. I tak oto zaczęła się cała lawina telefonów o dziwnych kształtach i właściwościach, mieliśmy nawet smartfona w kształcie niewielkiego kwadratu (Flipout). Również najnowsze wynalazki Motoroli reklamuje się bardziej hasłem, że są „super cienkie” niż jakością wyświetlacza czy najnowszymi wersjami Androida.

Motorola Droid doczekała się kilku kolejnych edycji, żadna jednak nie przyniosła takiego przełomu jak protoplasta, a i wyniki sprzedaży nie były już tak okazałe. Trudno się dziwić – HTC i Samsung znów prześcignęły Motorolę o kilka długości. Nie mam wątpliwości co do faktu, że pierwszy Milestone pozwolił Motoroli w ogóle na rynku mobilnym na powrót zaistnieć (Lumia mimo wielkich nakładów reklamowych wciąż tego Nokii raczej nie dała) i okazał się fundamentem pod kolejne Razory czy tablety Xoom.

W podobnej sytuacji znajdował się Sony Ericsson – dziś Sony – który zepchnięty z podium, gdzie wspiął się dzięki kolorowym wyświetlaczom, długo musiał pukać do naszych drzwi swoją Xperią, by fani mobilności uprzejmie okazali mu zainteresowanie. Nie wydaje mi się, by jakakolwiek Xperia stanowiła taki przełom i taką jakość, jak swego czasu Milestone, ale wygląda na to, że nawet pomimo tego Sony dużo lepiej będzie rozwijać swoją telefoniczną markę – pomimo tego, że HTC i Samsung dziś sprawiają wrażenie niedoścignionych.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement