Metallica: kiedyś wróg Internetu, dziś pokazuje innym jak go wykorzystać

11.05.2012
Metallica: kiedyś wróg Internetu, dziś pokazuje innym jak go wykorzystać

Zespół Metallica kilka lat temu wywołał niesamowitą burzę w Internecie. Poszedł na wojnę z Napsterem, usługą peer-to-peer, która pozwalała na pobieranie muzyki bez płacenia. Dziś sam przyznaje, że to była głupia i beznadziejna decyzja. Co jeszcze ciekawsze, ta sama Metallica dziś czerpie pełnymi garściami z dobrodziejstw wolnego Internetu, dając przykład innym jak to należy robić.

Zespół, który swoją wielkością ustępuje tylko Beatlesom, przez wiele lat był postrzegany jako chciwy moloch. Zasłużył sobie na to. Popełnił jeden, karygodny błąd, jakim jest walka z Internetem i sieciami peer to peer. To właśnie Metallica najgłośniej krzyczała o ochronie praw autorskich i tym, jak to jest okradana przez firmy trzecie i fanów. Dziś ich stanowisko jest zupełnie inne, a słowa podparte są działaniami. W 2000 roku wyglądało to jednak bardzo kiepsko.

Awantura wybuchła w momencie, w którym pewna rozgłośnia radiowa wyemitowała singiel „I Disappear” na kilka tygodni przed jego premierą. Singiel, który następnie przez prowadzących został ostro skrytykowany za bycie kiepskim. Na koniec prowadzący audycję otwarcie przyznali, że zdobyli go z Napstera. Problem w tym, że to była wersja demo kawałka (czyli luźny jamm muzyków, mający zarysować pomysł na utwór, a nie gotowe dzieło). Skrytykowano więc kawałek, który nigdy nie miał trafić do uszu słuchaczy. Lars Ulrich, perkusista i „mózg” zespołu, po prostu eksplodował furią.

Metallica wytoczyła ciężkie działa przeciwko Napsterowi. Zaatakowała z furią, pozywając Napstera, ostro krytykując fanów, którzy pobierają ich muzykę za darmo, zamiast ją kupować. Dostarczyła nawet do sądu numery IP użytkowników, którzy pobierają nielegalnie ich utwory. To było impulsywne, niepotrzebne działanie, bez pożytku właściwie dla nikogo. Jedyne, co się udało zespołowi, to wzbudzenie dyskusji wśród gawiedzi na temat samej etyki pobierania kawałków z Internetu. Cała reszta, to była seria chybionych strzałów, miejscami wręcz żałośnie chybionych.

Dziesięć lat później, Ulrich pytany o tamtą sytuację, wyraźnie odpowiada z dużym dyskomfortem. Wstydem. „Jesteśmy muzykami, nie siedzimy w technice, mimo iż sam kocham swojego iPoda. Dowiedzieliśmy się, że ludzie nas wyśmiewają, mieszają nas z g**nem, za kawałek, którego nie wydaliśmy, i którzy mają za darmo. Nasza wytwórnia dolała oliwy do ognia, podając nam, jak się później okazało, fałszywe dane dotyczące strat, jakie zespoły ponoszą w wyniku piractwa, zarówno potężne, jak my, jak i debiutujące. Myśleliśmy, że robimy dobrze. Wierzyliśmy, że tak trzeba. I, w przeciwieństwie do innych, mieliśmy odwagę wstać i zaprotestować. Metallica jest znana z tego, że nigdy nikomu nie lizała zadków. Wielu artystów nas poparło. Ale jak zaczęliśmy działać i odwróciliśmy się za siebie, nikt za nami nie stał. Jestem dumny z tego, że walczyliśmy o to, co wierzyliśmy. Nie zmienia to jednak faktu, że tematu nie zrozumieliśmy i byliśmy  w błędzie”. Tym wydarzeniom dedykowany jest utwór Shoot Me Again z płyty St. Anger.

Same słowa to jednak za mało. Każdy może tak mówić, tylko po to, by się przypodobać publiczce. Metallica jednak podparła słowa czynami. Zespół zerwał kontrakt ze swoją wytwórnią, obecnie będąc całkowicie niezależnym. Krótko eksperymentował z portalami społecznościowymi (głównie MySpace i YouTube), by wreszcie stwierdzić, że to nie dla nich. I władował pieniądze w swoją witrynę internetową Metallica.com.

Dziś Metallica.com to prawdziwa gratka dla fanów. Zwykli goście mogą przeglądać wywiady, materiały archiwalne, całą encyklopedię zespołu, okraszoną darmowymi, multimedialnymi materiałami. Dodatkowo, przy okazji ważnych wydarzeń, tworzone są specjalne działy. Dla przykładu, podczas nagrywania albumu Death Magnetic powstał dział Mission: Metallica, w którym codziennie publikowane były materiały ze studia, krótkie kręcone na szybko wywiady, wstawki, fragmenty utworów, archiwalne nagrania.

Zarejestrowani członkowie Metallica.com mają jeszcze więcej. Po każdym koncercie mogą za symboliczną opłatą (15 zł za MP3, 25 zł za FLAC) pobrać jego zapis. Profesjonalnie zmiksowany i zmasterowany. Mają dostęp do galerii zdjęć, setlist, blogów zespołu. Członkowie płatnego MetClubu (200 złotych rocznie) mają jeszcze więcej. Nowe kawałki są umieszczane za darmo, do pobrania. Ci sami członkowie MetClubu mają również szansę na spotkanie z zespołem przed każdym koncertem (drogą losowania), mają dostęp do tanich gadżetów (koszulki, vinyle, itd.) i otrzymują świetnie wydany, drukowany kwartalnik So What!, oczywiście o Metallice. Lars wpadający spontanicznie na chat na stronie to już standard.

Skoro „ta chciwa Metallica” szybko pojęła, że Internet to przyjaciel, a nie wróg, że to świetne miejsce na kontakt z fanami i promowania samych siebie, to może jest szansa i dla wytwórni płytowych. Aczkolwiek nieco w to wątpię, skoro by móc działać w Internecie tak, jak działają, zespół musiał zerwać wszelkie kontrakty.

A, tak na marginesie. Wczoraj uczestniczyłem w koncercie tego zespołu. Jak kogoś to ciekawi, wklejam poniżej relację, pisaną pod wpływem emocji jeszcze wczoraj w nocy. Kto ma to w nosie, niech przewinie tekst pisany kursywą i zajrzy do komentarzy 😉

Dane źródłowe zaczerpnięte z portalu Overkill.pl.

Niesamowite jest oglądać, jak kolesie którym niedługo stuknie pięćdziesiątka, którzy osiagnęli już wszystko, co jest do osiągnięcia, którzy mogli by siedzieć i nic nie robić, bo tak srają kasą, dalej wychodzą na scenę, bawią się na niej sami fenomenalnie, zachowują jak dzieciaki, strzelają do siebie i do nas uśmiechy, i grają genialne, pełne pasji show, które z jednej strony jest dopracowane na tip top, z drugiej strony jest pełne luzu.

Niesamowite jest obserwować, jak kochają to, co robią. Niesamowite jest jeszcze to, co robią. Żaden z nich nie jest wybitny technicznie, a z wiekiem niebezpiecznie z umiejętnościami technicznymi zbliżają się do przeciętności, ale nie przeszkadza im tworzyć kompozycje w zasadzie idealne. Nikt nie ma tak bogatego portfolio muzycznego, które na dodatek tak bardzo trafia do mnie.

Nikt nie potrafi tak owijać sobie wokół palca publiczności, nikt nie potrafi tak jej kontrolować (w tym jak najbardziej pozytywnym sensie). ARE YOU ALIVE? <yeaah!> THEN SHOW ME, HOW DOES IT FEEL TO BE ALIVE! Niesamowity, niepowtarzalny kontakt z publiką.

No i Snake Pit. Prezent dla fanów. Sektor, który znajduje się na scenie. Jakieś niecałe sto osób, które ogląda show stojąc nie za barierkami, pod sceną, a ze sceny, między muzykami. Myślicie, że kosztował tysiące złotych? Nie. Kosztował zero złotych. Nie można było kupić tam biletu. Jak już mówiłem, to prezent dla fanów. Przyjaciół zespołu. Bez przypadkowych osób (chyba, że liczymy osoby towarzyszące, każdy mógł wziąć jedną). To już któryś z rzędu mój ich koncert, ale uczucie przybicia piątki Jamesowi Hetfieldowi po zajebiście zagranym numerze, trzymania dłoni ułożonej w diabełka kilkanaście centymetrów od gitary Kirka Hammetta podczas kolejnego dzikiego solo jest po prostu… hm. Niepowtarzalne. Zabrzmi to dziecinnie, infantylnie, ale to było magiczne.

Każdy koncert zespołu Metallica pointuję „koncert życia”. A oni za każdym razem mnie zaskakują. Tak, teraz ten dzisiejszy jest koncertem życia. I mam nadzieję, że kolejny znowu taki będzie 🙂

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement