Kup sobie Valhallę, tylko po co?

28.05.2012
Kup sobie Valhallę, tylko po co?

Kiedy przed miesiącem opisywałem swoje wspomnienia na temat obydwu Valhalli, założyciel serwisu we wszystkich mediach społecznościowych grzmiał „co za bzdury!”. Ponieważ tekst był bardzo miły i sentymentalny, uznałem to po prostu za specyficzną formę zwrócenia uwagi na tak ciepły artykuł przez jednego z głównych zainteresowanych. Podziałało, oglądalność była bardzo dobra, a sam tekst zgodnie z moimi podejrzeniami chyba też nie był najgorszy, ponieważ dziś Valhalla linkuje go na swojej stronie głównej jako jedyną słuszną historię serwisu. A czemu to robi? Bo to już koniec Valhalli…

Szybko okazało się, że wspomniane rozdmuchane „bzdury!!!” dotyczyły jednego zdania związanego z firmą Ontel, w którym zresztą zastrzegłem, że dokładnie nie pamiętam i należałoby pytać udziałowców. Szybko udało się to nawet sprostować. Pod komentarzami Adama Jesionkiewicza pojawiła się jednak cała litania uwag i zażaleń, głównie na kanwie „za mało, za krótko” (wszystko z miejsca biorę jako komplement, o Harrym Potterze dzieciaki też tak krzyczały). Pojawili się nawet redaktorzy konkurencyjnych serwisów oburzeni faktem, że zupełnie o nich nie wspomniałem. Moja bezczelność momentami naprawdę nie zna granic, a jeszcze na dodatek jestem beztroski i robię sobie jaja. O tym, że ludzie związani z grami mają spore problemy z dystansem do siebie mówię poniekąd autoironicznie – w środę będę pisał o tym w kontekście histerii jaką wywołał pewien materiał TVP.

Wśród licznych uwag, zażaleń i propozycji, pojawiły się też pretensje o to, że o Valhalli napisałem w kontekście „upadłych legend”, zwłaszcza jeśli wiedziałem, że twórcy pracują nad nową wersją. W tym akurat tkwił rzeczywiście pewien nietakt, przemianowałem nawet cykl na „legendy polskiego internetu”, zwłaszcza, że z nim naprawdę nigdy nic nie wiadomo. Przemek Pająk przed kilkoma dniami poinformował mnie, że chyba niestety z tym wieszczeniem przedwczesnej żałoby miałem jednak rację, ponieważ Adam Jesionkiewicz nie znalazł „interesujących” inwestorów dla kolejnej odsłony serwisu i lada moment domena i marka Valhalla trafi na Allegro.

Na Allegro nie trafiła, domenę i markę można kupić na chwilę obecną bezpośrednio u właściciela, co jest zresztą moim zdaniem trafnym posunięciem, ponieważ Valhalla.pl jest bezcenna. Dokładnie tak – bezcenna, przy czym rozumiem przez to, że Adam prawdopodobnie nie dostanie za nią prędko takich pieniędzy, za jakie odsprzedanie kawałka swojego życia i ciekawej historii polskiego internetu (oj, chyba znowu jestem za miły, znowu będzie krzyk o bzdurach…) byłoby opłacalne.

Zastanawiam się też troszkę, czy znalazłby się w polskim lub zagranicznym internecie szaleniec, który chciałby startować dziś z kolejnym samodzielnym serwisem o grach. To znaczy takim, który nie ma wsparcia żadnego dużego portalu, a jego bezpośrednim rywalem byłyby Gry-OnLine. Dodam tylko, że sytuacja w polskich serwisach o grach przywodzi nieco na myśl Bundesligę. Od czasu do czasu trafi się jakaś Borussia i ma swoje pięć minut w blasku fleszy, ale Bayern Monachium jest tylko jeden…

Wszystko zależy od ceny – kupić domenę valhalla.pl? Ta może być warta nawet jakieś pieniądze, jeśli znajdzie się biuro turystyczne zorientowane na Skandynawię. Kupić markę Valhalla? Moim zdaniem marka Valhalla to skarb, to zabytek i uprawiając taką pozytywistyczną formę poezji: powinien być wyłączony z obrotu prawnocywilnego, ponieważ nie da się łatwo wycenić jej wartości.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement