Iran coraz mocniej cenzuruje internet, ale w niektórych jego działaniach jest dużo sensu

14.05.2012
Iran coraz mocniej cenzuruje internet, ale w niektórych jego działaniach jest dużo sensu

Blokowanie internetu jest złe. Przodują w tym Chiny i “Great Firewall od China”, ale ostatnio Iran próbuje dorównać Państwu Środka. Jednak w irańskich działaniach, mimo że niektóre ewidentnie ukierunkowane są na cenzurowanie internetu, czasem jest sens. Decyzja o zablokowaniu oficjalnej korespondencji od banków, firm ubezpieczeniowych i operatorów telekomunikacyjnych z użytkownikami posiadającymi adresy e-mailowe w zagranicznych usługach paradoksalnie ma sens. Tak samo, jak przenoszenie hostingu stron rządowych z zagranicy do Iranu. Naświetla to ważny problem globalizacji, która niesie ze sobą potencjalne problemy bezpieczeństwa.

Irańskie Ministerstwo Telekomunikacji wydało zarządzenie, według którego cała oficjalna korespondencja, zarówno wewnątrz instytucji, jak i z indywidualnymi osobami, może być prowadzona tylko pod warunkiem, że odbiorcy będą korzystali z rodzimych dostawców usług e-mailowych.

Decyzja taka powodowana jest, według oficjalnych oświadczeń, chęcią ochrony poufnych informacji przed dostawcami usług zbierającymi dane z kont e-mailowych. W kontekście działań Iranu, który blokuje od niedawna wiele zagranicznych stron (w tym Google czy YouTube) może budzić to kontrowersje – przecież Irańczycy zostaną teraz pozbawieni możliwości używania Gmaila, Yahoo, Hotmaila, czy jakichkolwiek innych zagranicznych adresów do wielu aktywności w lokalnym internecie, jednak taka decyzja rozpatrywana w oderwaniu od kontekstu jest po prostu dobra.

Przecież nie od dziś wiadomo, że posiadając zagraniczne konto mailowe zgadzamy się na zagraniczne regulaminy i rozwiązania prawne. Większość największych dostawców usług ma siedziby w Stanach Zjednoczonych i dlatego podporządkowuje się tamtejszemu prawu. Nie chcę siać teorii spiskowych, ale zapisy w regulaminach mówiące o tym, że jeśli istnieje podejrzenie naruszenia jakiegokolwiek bezpieczeństwa, to dostawca ma obowiązek udostępnić dane użytkownika poczty są bardzo niekomfortowe. Czyli praktycznie każdy organ władzy ze Stanów Zjednoczonych może uzyskać dostęp do prywatnych kont zagranicznych użytkowników, historii ich korespondencji, a w tym też tej od banków itp.

Iran zabezpiecza się więc przed takimi możliwościami. Rodzime usługi oznaczają konieczność dostosowania się do rodzimego prawa. Tutaj dopiero robi się nieciekawie, bo pod płaszczem ochrony wrażliwych danych Iran zapewnia sobie łatwiejszy do nich dostęp. W końcu łatwiej będzie uzyskać je od irańskich dostawców, niż od międzynarodowych, amerykańskich gigantów.

Gdyby nie chęci Iranu do kontrolowania internetu takie blokady nie budziłyby sprzeciwu. Są rozsądne i aż dziwne, że inne państwa nie wprowadziły takich obostrzeń. Jednak każdy podobny krok będzie budził wątpliwości, bo może służyć nadużyciom.

Mimo wszystko zakaz oficjalnej korespondencji z zagranicznymi adresami jest dobry, a dążenie Iranu do stworzenia własnego, ocenzurowanego internetu złe. Ciężko w tym wszystkim znaleźć złoty środek. Internet i kontrola nad nim to jeden z najwrażliwszych tematów ostatnich lat.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement