Dla znudzonych Pinterest powstał Chill.com

14.05.2012
Dla znudzonych Pinterest powstał Chill.com

O Pintereście na przełomie kilku ostatnich miesięcy powiedziano już praktycznie wszystko. Wiemy, że serwis jest ładny, jego twórcy potrafią sprawnie manewrować wokół prawnych i regulaminowych zawiłości. Wiemy też, że dotychczasowe działania marketingowe na nim prowadzone mają większe przełożenie na konwersję, niż ma to się w przypadku Facebooka i innych serwisów społecznościowych. Wiemy również, że Pinterest to kolejny “the next big thing” światowego internetu. Wiemy w końcu, że Pinterest nie jest serwisem stworzonym do prezntacji filmów.

No właśnie. I tu pojawia się luka, której kolejny świetnie zaprojektowany i ładnie wyglądający projekt nie mógł nie wypełnić. Chill.com do złudzenia przypomina Pinterest, z tym że na jego stronach nie będziemy oglądać zwykłych zdjęć. Tym razem na pierwszy plan wystawione zostały materiały wideo. Funkcjonowanie serwisu jest analogiczne do tego z czym mamy do czynienia na Pinterest. Też mamy tablice, które oczywiście nie nazywają się tablice, tylko kolekcje. Wśród nich kilka jest naprawdę wartych uwagi – dla przykładu lista prawdopodobnie wszystkich wystąpień Steve’a Jobsa, czy filmy prezentujące piekno morskich głębin.

Aby opublikować cokolwiek w serwisie musimy umieścić link do wideo, jakie naszym zdaniem w serwisie znaleźć się powinno. Proces dodawania jest banalnie prosty, podobnie jak rejestracja, czy też logowanie za pomocą konta na Facebooku. Ogólnie każdy z elementów na jaki napotkamy w serwisie bije po oczach swoją prostą i jakością wykonania.

Z drugiej strony, jeżeli spojrzymy na serwis z perspektywy Pinterest lekko irytujące jest, że jedenastoosobowy zespół, zamiast wziąć się za realizację czegoś “nowego”, kopiuje sprawdzone rozwiązania, dodaje coś od siebie, wypełniając lukę, którą konkurencja w mgnieniu oka może zapewnić i czuje się spełniony. Przynajmniej takie można odnieść wrażenie po tym z jaką dumą twórcy serwisu odnoszą się do swojego dziecka, np. na oficjalnym blogu projektu. Dziwi też fakt, że aż tyle osób potrzebne było do zrobienia serwisu bliźniaczo podobnego do czegoś co już istnieje na rynku.

Całe szczęście, że przy wielu podobieństwach do Pinterest są na Chill.com elementy, które nadają mu unikalnego charakteru. Prezentacja materiałów wideo, mimo że minimalnie zbliżona do tego, w jaki sposób prezentowane są galerię zdjęć w Google+, wygląda bardzo elegancko. Dodatkowo opcje pozwalające na wyrażanie opinii na temat oglądanego wideo w postaci prostych ikonek, dodawanie komentarzy, czy oglądanie polecanych materiałów wideo powiązanych z tym aktualnie powiązanym sprawia, że przeglądanie filmów jest dużo bardziej przyjemne niż na YouTubie. Ewidetnie Chill jest serwisem dla tych, którym listy na YouTube i Vimeo nie wystarczają do codziennej eksploracji tychże serwisów. Chill.com jako archiwum ulubionych wideo może sprawdzić się wręcz doskonale. Może też służyć jako portfolio, czy kolejnymi kanał promocyjny, lub marketingowy. Możliwości, podobnie jak w przypadku Pinterest jest multum.

Pytanie tylko w jaki sposób twórcy Chill.com rozwiążą kwestię modelu biznesowego. O ile w przypadku Pinterest umieszczanie w obrazkach produktów na sprzedaż nie stanowi wielkiego problemu, o tyle wideo jest nośnikiem zdecydowanie droższym w produkcji, a i sprzedaż za jego pomocą wydaję się na chwilę obecną lekko abstrakcyjna. Bardziej prawdopodobne jest pójście drogą modelu biznesowego zwanego “freemium”, polegającego na stworzeniu usługi na tyle wartościowej, by użytkownicy chcieli płacić za jej dodatkowe możliwości. Tylko, czy użytkownicy będą chcieli za cokolwiek płacić?

Obecnie Chill.com stoi przed tym samym problemem z jakim boryka się od dłuższego czasu Twitter. Tworzenie serwisu, który jest cool i trendy to jedno, ale zarabianie na nim pieniędzy to już zupełnie inna sprawa.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement