To użytkownik decyduje jakie dane udostępnia – Alexandra Senoner, dyrektor ds. komunikacji i public affairs 123people.

23.04.2012
To użytkownik decyduje jakie dane udostępnia – Alexandra Senoner, dyrektor ds. komunikacji i public affairs 123people.

Zapraszamy do kolejnej gorącej ‚egzekucji Spider’s Web’ – dziś naszym gościem jest Alexandra Senoner, Dyrektor ds. Komunikacji i Public Affairs 123people. Firma ta pozwala nie tylko wyszukać informacje o osobach w sieci, ale także zadbać o bezpieczeństwo naszych danych. To bardzo interesujący temat w dzisiejszych czasach.

Czy internet zapomina? 

Sam z siebie na pewno nie. Ale jako użytkownicy, możemy mu w tym pomóc. Pierwszym krokiem jest regularne monitorowanie swojej reputacji online czy też tzw. cyfrowego śladu. Jest to ogół informacji na nasz temat, które pozostawiamy w sieci my lub inne osoby – do tego właśnie służą wyszukiwarki osób. Jeżeli znajdziemy informację, z którą nie chcemy się identyfikować, musimy zwrócić się do źródła, aby ją trwale usunąć. Niestety w czasie, kiedy dane te były online, mogły zostać pobrane przez inne strony lub nawet zapisane na prywatnych dyskach innych Internautów. W tym sensie internet nigdy nie zapomina, bo niemożliwym jest pełna kontrola treści, które tam trafiają. Dlatego regularny monitoring jest tak istotny.

Łatwo jest „posprzątać” po sobie w sieci? 

To zależy, ile mamy do sprzątania. Zdecydowanie jednak jako użytkownicy możemy kontrolować przepływ informacji na nasz temat w sieci – jeżeli regularnie monitorujemy swoje wirtualne “ja”  i uważamy na to, co publikujemy, to tej pracy mamy zdecydowanie mniej. Każda osoba jest jak firma – niektórzy mają strategię “bądź widocznym”, inni nie mają w tym żadnego interesu i nie czują się komfortowo dzieląc się informacjami na swój temat w sieci. Wszyscy jednak muszą te informacje monitorować, bo mimo, iż każdy z nas jest właścicielem własnych danych, w dobie szalejących mediów społecznościowych każdy użytkownik jest trochę jak celebryta. Ktoś inny może łatwo opublikować nasze zdjęcie, napisać komentarz itp. Najczęściej jednak sami produkujemy treści na własny temat, których się potem wstydzimy i chcemy je usunąć. Wtedy właśnie trzeba „posprzątać”.

Jak w tym pomaga wasze narzędzie? 

123people.pl pomaga użytkownikowi w monitorowaniu informacji na swój temat oraz w łatwym identyfikowaniu źródła danych informacji w sieci. Wyszukiwarka dociera też do tzw. „głębokiego Internetu”, czyli wyników, które nie są wysoko indeksowane w Google. Dzięki temu użytkownik może znaleźć np. swój blog lub komentarz sprzed 6 lat albo dawne konto w sklepie internetowym, z którymi dziś już nie chce być identyfikowany. Dodatkowo 123people działa w czasie rzeczywistym, więc od razu wyłapuje wszelkie zmiany, nawet jeżeli miały one miejsce godzinę temu, jak zmiana zdjęcia profilowego, opisu, komentarza czy usunięcie danej informacji.

Czy Polacy są coraz bardziej świadomi tego jak prowadzić swoje życie w sieci? Jak to wygląda w innych częściach świata? 

Polacy mają ciągle bardzo niski poziom wiedzy na temat zarządzania swoją reputacją online. Brakuje im świadomości w zakresie tego, co można publikować, a czego publikować się nie powinno. Koronnym przykładem są tu zdjęcia w kostiumach kąpielowych, z papierosem lub alkoholem, które można znaleźć szczególnie w serwisach społecznościowych. Z badań przeprowadzonych przez 123people wynika, że Polacy obawiają się o swoją prywatność w sieci – prawie połowa respondentów przyznaje, że zdarzyło im się żałować umieszczenia osobistych informacji w Internecie. Badania pokazują też, że stosunek do problemu prywatności online różni się w zależności od narodowości. Najbardziej o swoją prywatność w sieci obawiają się Amerykanie – aż 82% jednoznacznie przyznało, że boi się o swoje osobiste informacje, reputację i prywatność w związku z rozwojem Internetu. Najbardziej ufni pod tym względem są Włosi – 51% respondentów w tym kraju niepokoi los ich danych w sieci. Największe kontrowersje budzi pytanie o to, jaki podmiot ma być odpowiedzialny za dane osobowe w Internecie. Większość Niemców uważa, że to prywatne firmy powinny dbać o prywatność użytkowników, z kolei w USA, Anglii i Kanadzie prawie jedna trzecia respondentów jest zdania, że to rząd winien być odpowiedzialny za nasze dane osobowe w sieci.

W jaki sposób edukować użytkowników? Czy taka edukacja jest w ogóle potrzebna? 

Taka edukacja jest bardzo potrzebna i jest jak najbardziej w interesie e-usługodawców. Z badań Komisji Europejskiej wynika, że aż dwie trzecie Europejczyków obawia się, że firmy wykorzystują ich dane osobowe bez ich pozwolenia. Ten brak zaufania wynika również z braku wiedzy. Dlatego jako firma działająca na 12 rynkach, nie tylko w Europie, ale również w USA i Kanadzie, wierzymy, że nie tylko organizacje pozarządowe czy instytucje jak Unia Europejska powinny edukować użytkowników, ale właśnie firmy. Dlatego regularnie udostępniamy poradniki w tym zakresie i uczymy Internautów jak dbać o swoją reputację online – materiały w tym zakresie można znaleźć na blogu 123people.

Dlaczego firma oferująca wyszukiwarkę informacji o osobach jednocześnie oferuje opcje usuwania tych informacji? 

Narzędzie, które przygotowaliśmy dla użytkowników (123people Manager), to ukłon w ich stronę mający na celu oddanie kontroli nad danymi w ich ręce. To użytkownik powinien decydować o tym, jakie dane na swój temat udostępniać. W tym sensie staramy się być jak najbardziej „user friendly” i budować u użytkowników pozytywne emocje względem naszego produktu.

Czy jest jakiś sens tworzenia lokalnego prawa w sprawie sieci gdy internet jest globalny? 

Z punktu widzenia biznesu, wygodniej byłoby, gdyby regulacje były unifikowane. Dziś firmy zarejestrowane np. w USA i działające na rynkach europejskich stosują tzw. „forum shopping”, który polega na dobieraniu kraju z najbardziej przychylnym dla danego biznesu systemem prawnym w przypadku ewentualnych spraw sądowych. Internet jest jednak zjawiskiem bardzo związanym z kulturą danego społeczeństwa, co sprawia, że unifikacja prawa jest bardzo trudno. Chociażby kwestia ochrony danych osobowych jest kompletnie różna w USA i w Europie. W USA wszystkie kroniki policyjne dotyczące aresztowań, świadectwa zawarcia ślubu czy akty zgonu są publicznie dostępne w sieci. W Europie byłoby to nie do pomyślenia.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement