Pottermore wyszedł z bety. Czy takiego serwisu oczekiwali fani Harry’ego Pottera?

16.04.2012
Pottermore wyszedł z bety. Czy takiego serwisu oczekiwali fani Harry’ego Pottera?

Zapraszamy do przeczytania gościnnego wpisu Mikołaja „Pobe” Łukasika, twórcy strony Hogsmeade.pl. Mikołaj jest fanem Harrego Pottera i już zdążył dokładnie przetestować oficjalny serwis dla fanów nastoletniego czarodzieja.

W sobotę przed południem portal dla miłośników Harry’ego Pottera – Pottermore.com wyszedł z wielokrotnie przedłużanej fazy beta i jest już dostępny dla wszystkich na tyle magicznych ,by wpisać jego adrepos w przeglądarce. Co dokładnie oferuje fanom czarodziejskiego świata, a w czym nie poradził sobie z ich oczekiwaniami?

Myślę, że dość dobrze opiszę Pottermore porównując książki do płyt filmowych DVD/Blu-ray. W lepszych (i droższych) wydaniach filmów dostępne są materiały dodatkowe. Często informacje o powstawaniu scenariusza, sceny usunięte, szkice koncepcyjne, czy przemyślenia twórców czynią film dużo bardziej interesującym. Podstawową rolą Pottermore jest więc bycie taką drugą płytą w bogatszym wydaniu filmowym. I spełnia ją znakomicie: dodatkowe informacje są podane w sposób ciekawy i występują tak często by bawić, jednak nie zakłócając ciągłości czytania. Ilustracje mają w sobie pewne fantastyczne piękno, które dodatkowo jeszcze pogłębia ich interaktywność, a towarzyszące przeglądaniu strony dźwięki także potęgują magiczny nastrój.

Twórcy strony postawili przed sobą bardzo ciężkie zadanie: stworzenie portalu zarówno dla dzieci, jak i dla dorosłych, tak by każdy fan mógł bezpiecznie (słowo klucz!) odkrywać smaczki potterowego świata. Z tego powodu nie ma na przykład możliwości wybrania sobie własnego nicka na stronie – jest on generowany z bezpiecznych, ‚magicznych’ słów. W połączeniu z niemożnością wysyłania prywatnych wiadomości i nieudostępnianiem dodatkowych informacji o użytkownikach, dodawanie ludzi do znajomych jest strasznie trudnym zadaniem. Przecież nie będę co chwilę na Facebooku pytał „a kto to jest MistWave22380 i DraconisMirror29993?” Wystarczy, że trudno mi zapamiętać własny nick, bo nigdzie indziej nie używam „CloakWolf190”.

Poza czytaniem, fani mogą też pobawić się dwoma grami (we flashu oczywiście), które są dość dobrze skonstruowane i działają dobrze nawet na moim pięcioletnim sprzęcie. W każdym razie działały dopóki mi się nie znudziły, bo ile razy można przyrządzać te same eliksiry (z dwoma opcjami: zepsujesz, bądź nie zepsujesz) albo pojedynkować się wciskając te same literki (inkantacje czarów) na klawiaturze. Choć akurat przy tej ostatniej grze widzę nawet niezły potencjał na narzędzie do nauki pisania bezwzrokowego.

Gdy uczestniczyłem w panelu o Pottermore na konwencie magicznym, jeden z głównych zarzutów padał też w stronę J. Rowling – autorki Harry’ego. Mianowicie w trailerze zapowiadającym serwis mówiła, że będzie on tworzony przez fanów. Rozbudziło to nadzieję na otworzenie świata Pottera: może w kierunku „zatwierdzonych” fanfików, a może nawet w takim stopniu z jakim mamy do czynienie przy rozszerzonym uniwersum Gwiezdnych Wojen. A co się okazało? Możemy dodać obrazek… Nazywanie czegoś takiego tworzeniem świata jest ogromną nadinterpretacją.

Podsumowując – Pottermore jest ciekawym nowym zjawiskiem, jeśli chodzi o publikacje towarzyszące tradycyjnej (i elektronicznej) książce. Serwis wymaga jednak jeszcze sporo zmian by korzystanie z niego poza bezpiecznym było też przyjemne. Oczekujemy z niecierpliwością na aktualizacje i informacje o kolejnych książkach.

Mikołaj „Pobe” Łukasik, twórca strony Hogsmeade.pl, fan Harry’ego Pottera i mediów społecznościowych.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement