Mobilne płatności za parkingi i bilety w Polsce to wciąż kosmos

13.04.2012
Mobilne płatności za parkingi i bilety w Polsce to wciąż kosmos

Mobilne płatności to przyszłość – słyszymy to od dawna, choć jest pewne, że jeszcze przez wiele lat pieniądz papierowy nie wyjdzie z obiegu. Tymczasem już dzisiaj możliwość dokonywania płatności kartami zbliżeniowymi, czy telefonami ma ułatwiać nam życie. I o ile zbliżeniówki są szybkie i wygodne, to zapłacenie nimi za bilet komunikacji miejskiej czy parking to wciąż kosmos.

Odnoszę wrażenie, że twórcy tych rozwiązań chyba nie za bardzo rozumieją jeszcze do kogo ich oferta jest skierowana i dlaczego powinna być jak najprostszym rozwiązaniem. Gdy codziennie poruszamy się komunikacją miejską lub parkujemy w tych samych miejscach, to samoistnie jesteśmy dobrze przygotowani – znamy kwoty, wiemy gdzie kupić bilet, często korzystamy z abonamentów i kart miejskich. Co innego jednak, gdy jesteśmy w danym miejscu obcy. To właśnie płatności mobilne powinny być alternatywą dla przyjezdnych lub okazjonalnych użytkowników parkingów i środków komunikacji.

Tymczasem najczęściej jest tak, że musimy znać całą skomplikowaną procedurę, znać odpowiednią aplikację, czy serwis dla danego miasta, czy danej usługi, aby w ogóle z niej skorzystać. Najczęściej usługi mają jedną poważną, wręcz dyskwalifikującą wadę – należy doładować konto danej usługi by móc później dokonywać zakupów.

Wczoraj MPK Łódź dołączyło do swojej oferty taką możliwość zakupu biletów. Traf chciał, że akurat korzystałem tego dnia z komunikacji miejskiej, więc była okazja do przetestowania. Warto pochwalić MPK za to, że przygotowało swoją ofertę na kilku różnych platformach mobilnych płatności – od CallPay po MoBilet. Ja zainstalowałem dwie aplikacje MoBilet oraz SkyCash.

Konieczność rejestracji już na samym wejściu do aplikacji, bez możliwości podglądu tego co oferuje była wręcz odstraszająca. Zarejestrowałem się jednak w SkyCash. Przyszedł sms z kodem, a następnie numer konta, na który należy zrobić przelew. Musiałbym więc go skopiować do aplikacji mBanku i tam dokonać przelewu paru złotych na konto, z którego nie wiadomo kiedy po raz kolejny będę korzystał. Co więcej, czas na zaksięgowanie kwoty to… 2 dni robocze. Oczywiście jest opcja zakupu doładowania w sieci sklepów Żabka, szybki przelew przez Dotpay lub przelewy24 bądź też płatność kartą. Brakuje oczywiście dwóch najważniejszych opcji w zależności od platformy, czyli płacenia przez in-app purchase z kont w App Store, czy Google Play. Rozumiem, że firmy te pobierają odpowiednią marżę za swoje płatności, ale to jednak znaczące ułatwienie.

Najgorsze jednak, że cała procedura nie przebiega szybko. Chciałbym jadąc do Warszawy móc w trzech klikach kupić bilet, nawet gdyby wiązało się to z koniecznością zapłaty za droższy sms premium. Dziś musimy być odpowiednio wcześniej przygotowani na ewentualność korzystania z takich aplikacji. Co więcej, różne systemy działają w różnych miastach. Jeśli wszelkie płatności za takie drobne usługi w całym byłyby na jednej platformie, to sytuacja byłaby w miarę znośna. Całe procedury są zbyt skomplikowane nawet dla entuzjastów nowych technologii, a co dopiero dla przeciętnego  użytkownika.

Czeka nas jeszcze naprawdę długa droga jeśli chodzi o elektroniczne płatności za podstawowe miejskie usługi. Nawet kupując bilet do kina w sieci CinemaCity musimy go wydrukować. W konkurencyjnym Multikinie można mieć bilet w komórce, choć… nie kupimy go za jej pośrednictwem. Takie przykłady mobilnych absurdów można mnożyć. Po cichu liczę, że telefony z NFC trochę udoskonalą niektóre płatności poprzez np. wprowadzenie automatów wspierających płatności w pociągach i środkach komunikacji miejskiej.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement