Amazon na dobrej drodze do zmonopolizowania rynku e-booków. Niechcący.

12.04.2012
Amazon na dobrej drodze do zmonopolizowania rynku e-booków. Niechcący.

Polskie media jak dotąd po macoszemu traktują temat postępowania antymonopolowego przeciwko wydawcom e-książek w Stanach Zjednoczonych. Nie dziwię się. Nie dość, że to za oceanem, to jeszcze o e-bookach, które u nas wciąż są ciekawostką. Temat ważny, więc wspomniano, i tyle. A tymczasem rozwój wydarzeń, który wynika z tej awantury, może mieć bardzo poważne skutki. I globalne.

Osobom, które o awanturze nie słyszały, należy się wyjaśnienie. Departament Sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych oskarżył Apple’a i pięciu największych wydawców e-booków w tym kraju o praktyki monopolistyczne i zmowę cenową. Według urzędu, koncerny te dogadały się między sobą, sztucznie pompując ceny e-booków.

Według śledztwa pomysł na zmowę cenową zrodził się w głowie byłego CEO Apple’a, świętej pamięci Stevena Jobsa. (źródło: Media Decoder, New York Times, 11 kwietnia). Jobs zaproponował innym księgarniom „zrównanie” do poziomu księgarni iBookstore, co oznaczało ceny od 12,99 do 14,99 dolara za topowe pozycje. Jobsowi miało na tym szczególnie zależeć z uwagi na chęć podbicia iPadem rynku zdominowanego przez Kindle’a (w księgarni Amazona bestsellery można było dostać taniej, za 9,99 dolara, a model biznesowy Amazona był korzystniejszy dla twórców). Apple od każdej sprzedanej książki miał 30 procent prowizji.

Apple był dla wydawców walczących z Amazonem niczym rycerz na białym koniu, inicjatorem zmowy, która osłabiła Amazona. Jak wykazało śledztwo, od samego początku wiedzieli oni o nielegalności swojego działania. Spotkania odbywały się nieoficjalnie, potajemnie, a wszelka korespondencja elektroniczna była usuwana. Zdaniem Departamentu Sprawiedliwości, Apple i współpracujące z nim wydawnictwa wymusiły na Amazonie podwyżkę cen.  Ten, nie wiedząc o zmowie, był zmuszony (zdaniem Departamentu( również podwyższyć ceny. Gdyby tego nie zrobił, iBookstore i związani z nim wydawcy, jak twierdzą urzędnicy, gromadziłby kapitał dużo szybciej niż Kindle Store. W efekcie amerykańscy konsumenci stracili łącznie „dziesiątki milionów dolarów”.

Hachette Book Group, Simon & Schister oraz HarperCollins przyznały się do zmowy, chcą ugody. Macmillan i Penguin Group USA chcą dowodzić swoich racji w sądzie. Apple odmawia komentarza. Barnes & Noble (niezwiązany ze sprawą, ale duży gracz na rynku, więc proszony o komentarz) również.

W tym momencie wychodzi jednak problem ścisłej regulacji rynku i gospodarki centralnie sterowanej. Zmowa cenowa jest szkodliwa, nie dziwię się więc motywacji Departamentu Sprawiedliwości. Obawiam się jednak, że rynek powinien był sam zareagować i się uporządkować. Konkurencji nie brakowało, któraś w końcu by się przebiła z niskimi cenami. A tak urzędnicy bohatersko uratowali Amerykanów przed zawyżonym cenami e-booków… sprzątając Amazonowi konkurentów sprzed nosa, którzy teraz będą uwikłani w różne „niewygodne klauzule”.

Amazon praktycznie z dnia na dzień stał się dużo większą potęgą, niż był. Teraz to Amazon dyktuje warunki. I teraz to Amazon ustala ceny e-booków na rynku. Lubię tę firmę, ale jej nie ufam (to się tyczy każdej firmy w moich oczach). Celem każdego przedsiębiorstwa powinna być maksymalizacja zysku. Na wolnym rynku tak jest uczciwie i sprawiedliwie. Bo przedsiębiorca, dążąc do owej maksymalizacji rynku, musi brać pod uwagę dobro klientów. Ci, zniechęceni, mogą przecież iść do konkurencji. Na rynku sterowanym nie jest to już aż takim priorytetem. I mimo mojej sympatii do Amazona, obawiam się, że może on na tym skorzystać naszym kosztem.

Amazon już teraz jest największym sprzedawcą e-booków, nawet i bez postępowania Departamentu. Teraz ma w garści wszystkie asy i już zapowiada obniżkę cen (z 14,99 dolara na 9,99 dolara). Nie wierzę jednak, że ten stan się utrzyma. Przypomnijmy sobie chociażby Microsoft Windows i Office. Jeszcze parę lat temu nie istniały sensowne alternatywy. Dopiero względnie niedawno Mac stał się na nowo atrakcyjny dla Kowalskiego, a Linux został uczłowieczony w formie Ubuntu. Dzięki temu Windows stał się porządnym systemem i towarzyszy mu masę promocji, programów studenckich, dla firm, i tak dalej. A jeszcze niedawno był to drogi, wadliwy, niestabilny, niebezpieczny i niezbędny system. Bo nie miał mocnej konkurencji. Teraz mamy pseudomonopolistę Amazona. Piszę „pseudo”, bo konkurencja jest. Tyle, że albo osłabiona, albo niewielka. Tak jak w przypadku Microsoftu.

Nie ufam Amazonowi. I obawiam się, że Departament Sprawiedliwości, chcąc ratować konsumentów, wyświadczył im niedźwiedzią przysługę.

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement