To trzeba zobaczyć – Las Vegas widziane z kosmosu na przestrzeni 40 ostatnich lat

08.03.2012
To trzeba zobaczyć – Las Vegas widziane z kosmosu na przestrzeni 40 ostatnich lat

Od czasu mojej pierwszej w życiu wizyty na targach Consumer Electronic Show, mam wrażenie, że Las Vegas mnie prześladuje – jak wcześniej w ogóle nie natrafiałem na żadne informacje na temat tego niezwykle ciekawego miasta, tak teraz co chwilę coś wpada mi w oko lub w ucho na temat tej ‚stolicy światowego hazardu’. Najśmieszniejsze jest to, że w drodze powrotnej z Las Vegas, na trasie Waszyngton – Wiedeń przewoźnik oferował pasażerom do obejrzenia film… „Ocean’s Eleven”, którego akcja odbywa się w Las Vegas. Ciekawe to doznanie – oglądać na filmie z Clooneyem, Pittem i Damonem ulice i hotele, które samemu kilka chwil temu się przemierzało i odwiedzało.

Muszę się przyznać, że Las Vegas zrobiło na mnie duże wrażenie, tyle że… nie w klasycznym tego słowa rozumieniu. Ja generalnie jestem fanem współczesnego kiczu, co objawia się w sztuce popularnej praktycznie na każdym kroku (a co świetnie sparodiował/przedstawił zespół U2 podczas trasy koncertowej PopMart). Las Vegas jest wręcz ucieleśnieniem kiczu – wszystko jest to monstrualnie monumentalne, karykaturalnie przerysowane i pompatycznie przedstawione, ale… całość tworzy naprawdę harmonijny obraz. Te wszystkie sfinksy, twierdze rodem z czasów Robin Hooda, żywcem przeniesione: wieża Eiffela, czy Statua Wolności, Wenecja czy Paryż w jakiś niezwykły sposób łączą się ze sobą i wspólnie – bo z osobna to każdy jeden monument wygląda śmiesznie – tworzą dobrze funkcjonujący organizm miejski, którzy przy okazji zapiera dech w piersiach.

Dzieje się tak między innymi dlatego, że Las Vegas ma niesamowicie prostą konstrukcję jako konglomeracja miejska. Wszystko jest w zasadzie konstruowane od kreski, po kątach prostych. Główna ulica miasta, przy której znajduje się znaczna większość słynnych budowli Las Vegas – The Strip – jest prosta jak strzała. Stojąc u progu The Strip, gdzieś przy hotelu Mandalay Bay (w którym notabene byłem zakwaterowany) na przestrzał widać prawie całą ulicę, gdzieś na długość kilku dobrych kilometrów, a po obu bokach ulicy kolejne monumentalne hotele. Poprzeczne ulice tworzą szachownicę z The Strip, więc całość miasta ma konstrukcję prostokątno-kwadratową. W tym – między innymi – kryje się właśnie magia Las Vegas.

Las Vegas prześladuje mnie od stycznia, a kilka dni temu natrafiłem w sieci na bardzo ciekawe wideo prezentujące rozwój miasta hazardu na przestrzeni 40 ostatnich lat. Wideo pochodzi z zasobów NASA, a konkretnie z amerykańskiej satelity Landset, której zadaniem jest katalogowanie tego, co dzieje się na Ziemi. Ten materiał zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Widać na nim nie tylko jak wspaniale na przestrzeni prawie pół wieku rozwijało się Las Vegas wykorzystując dostępną przestrzeń pomiędzy pustynią i górami, ale także w jak przemyślany urbanistyczny sposób rozwijano miasto w układzie szachownicy.

Ten materiał dedykuję głównie polskim urbanistom na usługach miast. Mam wrażenie, że w Polsce nikt nie przejmuje się za bardzo tym, że miasto powinno być homogenicznym organizmem. U nas liczą się tylko partykularne małe interesiki – ktoś z pieniędzmi zamarzył o gargamelu z zielonym dachem pomiędzy ogrodami działkowymi? Nie ma sprawy.

Pewnie dlatego u nas kicz po prostu jest kiczem.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement