Oddajcie nam Concorde’a!

20.03.2012
Oddajcie nam Concorde’a!

Rok 2003 był jednym z najsmutniejszych w historii technologii. 26 listopada 2003 r. po raz ostatni w powietrze wzbił się Concorde – jedna z najwspanialszych zdobyczy techniki w dziejach ludzkości. Latający biały słoń – jak go nazywano – osiągał maksymalną prędkość 2270 km/h na przelotowej wysokości 18 kilometrów. Tworzono go w latach 60, kiedy do projektowania używano ołówka, a nie AutoCADa, a komputery były wielkości domu. Projekt maszyny pochłonął 2,1 miliarda brytyjskich funtów. Niestety to właśnie komputery, internet oraz troska o bezpieczeństwo zabiły Concorde’a.

Po raz pierwszy ta wspaniała maszyna wzniosła się w powietrze w 1969 roku. 7 lat później zaczęła latać regularnie, co trwało przez kolejne 27 lat. Dzięki niemu 128 pasażerów mogło w 3 godziny dostać się z Londynu lub Paryża na drugą stronę Oceanu Atlantyckiego. Nie była to tania wyprawa – na lot mogli sobie pozwolić tylko najbogatsi pasażerowie.

Znany brytyjski dziennikarz Jeremy Clarkson opisuje to słowami:

Concorde był rzeczywiście niezwykle użyteczny dla tych, którzy zarabiali na życie niszcząc firmy i państwa. Mogliście w Londynie przy śniadaniu sprzedać General Eletric Company i General Motors, a potem przy drugim śniadaniu w Nowym Jork, kupić Gwatemalę i Czad.

W podobnym czasie powstał również Jumbo Jet, czyli Boeing 747 – samolot dla mas. Za stosunkowo niewielką cenę umożliwiał on przewóz nawet 500 pasażerów z Ameryki do Europy. Podczas gdy ponaddźwiękowy Concorde nie lata już blisko dekadę, Boeing 747 wciąż ma się świetnie, a swoją pojemnością ustępuje jedynie Airbusowi A380. Oba samoloty robią świetne wrażenie, ale to Concord rozpalał wyobraźnię o możliwościach człowieka. Zaprzestanie lotów Concorda to jeden z nielicznych kroków wstecz w dziejach ludzkości.

Podczas lotu Concord zmieniał swoją wielkość o 18 cm i powodował olbrzymi hałas. Rekiny finansjery spędzały w nim trzy godziny siedząc w wygodnym fotelu i sącząc pokładowe drinki. Jakoś potrafiły wygospodarować na to swój cenny czas. Dziś te same osoby często stoją przed innym wyborem – skorzystać z telekonferencji za pomocą Skype’a, czy na spotkanie lecieć samolotem ponad 9 godzin, co wraz z wszystkimi procedurami zajmuje faktycznie godzin 12. Wynik wyboru jest oczywisty. Kto wie, czy byłby taki sam, gdyby wciąż można było latać Concorde’ami.

Są też oczywiście także zwykli turyści i osoby podróżujące w klasie ekonomicznej (w zasadzie to jest ich znacznie więcej…). Wszystkim im, w dzisiejszych samolotach zapewniona jest odpowiednia rozrywka na pokładzie, dzięki systemom multimediów, które w dzisiejszych czasach często obejmują tablety, mp3, smartfony i e-czytniki. Mimo to większość z nich, po wysiadce z samolotu po przelocie na drugi brzeg oceanu czuje się wyczerpana.

Kto z nas nie marzyłby o tym, by zamiast stać w korach w mieście, tłuc się pociągiem, czy nawet lecieć godzinami przez ocean, móc w ciągu zaledwie 3 godzin znaleźć się po drugiej stronie globu?

Concorde był takim Titanikiem naszych czasów, ucieleśnieniem marzeń ludzkości o maszynie doskonałej. Choć niewielu na świecie mogło sobie pozwolić na lot tą maszyną, to każdy ją podziwiał.

Po zamachu na WTC i kryzysie ekonomicznym, świat diametralnie się zmienił, w dodatku nastała era wszechobecnego internetu. Zamiast podróżować osobiście na drugi koniec świata, wiele rzeczy można wykonać online. Opłaca się budować lotnicze autobusy dla mas, gdzie bilety nie kosztują kilkanaście tysięcy zł, a jedynie kilkaset. Szkoda jednak, że nikt nie podejmuje wyzwania by stworzyć następcę Concorde’a – jeszcze szybszego, mniej awaryjnego i może nawet tańszego.

Czy szczytem nowoczesnej techniki są super cienkie ekrany telewizorów i telefony z kilkurdzeniowymi procesorami? Gdzie są projekty, które poruszą współczesną ludzkość? Choć większość z nas nigdy z nich by nie skorzystała, to i tak wszyscy by je podziwiali. Concorde był właśnie takim projektem. Oddajcie nam go!

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement