Chciałem iTunes, dziś korzystam z Deezer

20.03.2012
Chciałem iTunes, dziś korzystam z Deezer

Deezer to serwis, którego wielkim promotorem w Polsce – jeszcze przed pojawieniem się w naszym kraju – była Ewa Lalik. Po dwóch miesiącach korzystania z tego serwisu, zarówno w domu przy komputerze, jak i na urządzeniach mobilnych, sam mogę się pokusić o jego ocenę. Dwa lata temu głośno orędowałem za wejściem iTunes Music Store do Polski, a tymczasem w kilka miesięcy po jego debiucie w Polsce… zupełnie go porzuciłem.

Francuski serwis muzyczny Deezer oferuje muzykę w tzw. chmurze. W naszym kraju legalnie serwis działa od 23 stycznia, a od paru tygodni jest również w pełni spolszczony. Za 30 zł miesięcznie możemy słuchać biblioteki 13 milionów utworów bez możliwości jej poboru na dysk twardy komputera nie tylko online, ale również od niedawna offline. Liczba utworów jest porównywalna do sklepu z muzyką Apple. Bazy wykonawców są zbliżone, choć w jednym i drugim są zauważalne braki. Dla przykładu w Deezer bardzo mi brakuje muzyki grupy the Eagles.

Abonament Deezer jest jednak niższy niż cena pojedynczej płyty w iTunes. Co ważne, większość nowych płyt w dniu premiery ląduje w Deezer. Wspaniałe jest także to, że serwis wie jakiej muzyki słuchamy i sugeruje nam podobnych artystów oraz utwory naszych ulubionych wykonawców. Dzięki temu odkryłem na przykład singiel promujący nową płytę Elektrycznych Gitar w dniu premiery. Dopiero po tym sprawdziłem na stronie zespołu informację o zapowiedzi nowej płyty.  Najnowszy album mojego ulubionego zespołu zadebiutuje jutro zarówno w iTunes, jak i Deezer.

Tu zaczynają się jednak schody. Elektryczne Gitary to jedna z moich ulubionych kapel i nie wyobrażam sobie nie posiadania jej nowego wydawnictwa na własność. Jednak wspominając wydanie poprzedniego albumu zespołu, kiedy przez blisko tydzień wydzwaniałem po łódzkich sklepach z pytaniem o jego dostępność, wiem, że teraz jutro rano sobie posłucham całego albumu w serwisie Deezer, a na spokojnie zakupię CD będąc przy okazji w którymś z fizycznych sklepów. Będzie jak znalazł do samochodu.

To właśnie brak Deezera w samochodzie jest dla mnie największą jego wadą. Nie posiadając wejścia AUX w samochodowym radioodbiorniku, nie mogę do niego podłączyć telefonu, więc posiłkuje się płytami i stacjami radiowymi. Tymczasem w domu muzyki słucham bezpośrednio z sieci, a podczas podróży pociągiem w wersji offline z telefonu. Tu także zauważyłem ciekawą przypadłość – aplikacja Deezer niestety pożera więcej energii w trybie offline, niż natywna aplikacja muzyczna w iOS. Różnica jest znacząca, może kolejne aktualizacje aplikacji to poprawią, bo z tego co zauważyłem, wiele osób się na to skarży.

Czy Deezer jest dla wszystkich? Na pewno nie jest dla tych, którzy w ciągu pierwszych 15 dni okresu próbnego nie znajdą tam swojej muzyki. Jest za to dla tych, którzy do tej pory słuchali nagrań z YouTube, czy Wrzuty lub posiłkowali się pirackimi plikami. 15 zł miesięcznie w opcji bez możliwości korzystania z serwisu na urządzeniach mobilnych oraz 30 zł za pełną wersję, to naprawdę niewielki wydatek za komfort, legalność, oraz dobrą jakość oferty muzycznej. Osobiście Deezera traktuję jako uzupełnienie biblioteki moich ulubionych albumów.

Nie przekreślam jednak całkowicie iTunes. Jeśli do Polski w końcu wejdzie iTunes Match, to wizja przeniesienia muzyki do chmury z każdego źródła wydaje się bardzo atrakcyjna. Choć Deezer wciąż będzie tańszy – rok korzystania z serwisu to koszt 360 zł, a zakup na przykład dyskografii Pink Floyd, czyli wydawnictwa Discover w iTunes to 130 euro, czyli prawie 1,5 roku słuchania tego i innych albumów dzięki Deezer.

Szkoda tylko, że spora grupa osób w Polsce wciąż puka się w czoło pytając jak można płacić za coś, co jest dostępne za darmo na torrentach czy w Rapidshare. Tu niestety problemem nie są pieniądze, a mentalność. Tymczasem ja oczekuję na pojawienie się w Polsce równie wygodnego i bogatego w treści serwisu z filmami.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement