15 maja dniem składania wniosków urlopowych, czyli znamy datę premiery Diablo III

16.03.2012
15 maja dniem składania wniosków urlopowych, czyli znamy datę premiery Diablo III

Studio Blizzard ogłosiło właśnie datę premiery trzeciej części gry Diablo. To fenomen, który trwa już piętnaście lat i absolutnie niezrównany sukces. 15 maja możemy się spodziewać kolejek do sklepów równie imponujących, jak tych po kolejnego iPada.

Diablo III ma trudne zadanie do wykonania. Musi zmierzyć się z legendą swoich poprzedników. Poprzednia część gry, mimo iż w tym momencie wręcz z prehistorycznych czasów, nie tylko wciąż ma wiernych fanów, ale też… wciąż się znakomicie sprzedaje. Fani jednak są spokojni. Blizzard to bardzo nietypowe studio. Mimo iż bardzo stare, ma na swoim koncie stosunkowo niewiele tytułów. Każdy z nich, w tym sequele i dodatki, mają status fenomenalnego sukcesu i legendy. Diablo III jest skazane na sukces.

Wszystko zaczęło się pod koniec 1996 roku. Wtedy to bowiem ukazała się tajemnicza, mroczna gra Diablo. Najpierw w wersji na Macintosha, w miesiąc później na Windows. Nic nie zapowiadało jej spektakularnego sukcesu. Diablo to gra typu action RPG. Oznacza to, że pozwala ona na bardzo rozbudowane zarządzanie swoją postacią, jednak znaczna część rozgrywki wymaga od gracza przede wszystkim zręczności palców. Opowiada o brutalnej, mrocznej wojnie Nieba i Piekła o władanie nad człowiekiem. Zdobyła fenomenalne recenzje. Średnia ocena, według Metacritic, to 94/100. Mało który tytuł może się pochwalić takim wynikiem. Najczęściej używane słowo w recenzjach to „perfekcja”. Chwalono ją za niesamowitą grywalność, za to, że można przechodzić ją w kółko i rrozgrywka się nie nudzi (wiele elementów gry generowanych jest losowo), za mroczną atmosferę i znakomitą, nastrojową oprawę audiowizualną, a także za bycie przystępną a zarazem niesamowicie rozbudowaną. Wyjątkowo mocnym punktem gry był też tryb multiplayer, co w czasach modemów telefonicznych było rzadkością. Gra sprzedała się w ilości 2,5 miliona egzemplarzy (to dużo, jak na tamte czasy), doczekała się dodatku, edycji na PlayStation i zdobyła tytuł gry roku 1996. To był jednak dopiero przedsmak tego, co miało się pojawić w Diablo II.

Druga część nadeszła w 2000 roku. Tym razem bez wersji na konsole, wyłącznie dla Windows, Mac OS i OS X. Z pozoru to było nowe, lepsze Diablo. Więcej mechanizmów, większy świat, ciekawsza fabuła, jeszcze większa perfekcja w wykonaniu, nowa oprawa graficzna i muzyczna. Z pozoru. Między „jedyną” i „dwójką” istniała jednak zasadnicza różnica. Pierwsze Diablo opracowane zostało jako gra dla pojedynczego gracza, w którym tryb multiplayer był dodatkiem, który odniósł wyjątkowy i… nieco niespodziewany sukces. Diablo II projektowane było jako gra online, która dodatkowo umożliwiała zabawę w pojedynkę. Wspominałem już słowo „perfekcja”. Jak się okazało, to był klucz do sukcesu. W grach multiplayer niesamowicie ważne jest umiejętne zbalansowanie rozgrywki. W dużym uproszczeniu: chodzi o to, by gracz nigdy nie mógł być niepokonany z uwagi na to, jak mocną ma postać. Oczywiście, jeżeli ktoś jest silniejszy, to wygrywa, ale sytuacja, w której ktoś jest niepokonany dlatego, bo ma daną zbroję i dany miecz w Diablo II nie istniała. Powtórzę po raz trzeci: perfekcja. To był jeden z trzech elementów niesamowitego sukcesu tej gry. Pierwszy, to zachowanie wszystkich zalet „jedynki”. Drugi, wyżej wymieniona perfekcja w wyważeniu rozgrywki. A trzeci… system Battle.net. To do dziś wykorzystywany w innych grach Blizzarda mechanizm, pozwalający na łatwe dołączanie się do gry, kontakt ze znajomymi graczami, wyszukiwanie odpowiednich gier, umawianie się na wspólną zabawę, i tak dalej. Diablo II, według Metacritic, oceniane było średnio 88/100 punktów, zdobyło niezliczoną ilość nagród a sprzedało się… no właśnie. Wspominałem wcześniej, że gra wyszła w 2000 roku. A nawet w 2010 wciąż była w pierwszej dziesiątce najlepiej sprzedających się gier na PC. Do dziś jest aktywnych i wykorzystywanych 11 milionów kont w sieci Battle.net. Należy wziąć jednak poprawkę na to, że konta do gry Diablo II i StarCraft, gry RTS Blizzarda, liczone są łącznie. Niech to będzie więc nawet „tylko” pięć milionów graczy, którzy dziś wieczorem bawili się w grę, która ukazała się ponad dekadę temu. Blizzard cały czas się nią opiekuje, utrzymuje serwery i wydaje aktualizacje poprawiające usterki. Żaden inny tytuł nie może się czymś takim pochwalić. Żaden.

To, że się powinna pojawić trzecia część, wydawało się oczywiste. Blizzard jednak zdecydował się nieco odpocząć od Diablo. Skupił się na innych tytułach, każdy z nich okazał się spektakularnym sukcesem. Mieliśmy dwie części Starcrafta, mieliśmy Warcrafta, mieliśmy MMO World of Warcraft, z powodu którego do dziś żadna inna gra MMO nie jest w stanie przyjąć się na rynku. Ale o Diablo III cisza.

I tak przez osiem lat, aż do wakacji 2008 roku, kiedy wreszcie ujawniono, że trwają prace nad Diablo III. Minęło tyle czasu, czy Blizzard nie zapomniał swojej recepty na sukces? Wszystko wskazuje na to, że nie. Gracze z początku krytykowali nową grę, po pojawieniu się pierwszych zrzutów ekranu. Zarzucano Blizzardowi, że nowe Diablo jest zbyt „wesołe” i „kolorowe”. Jednak wraz z publikacją kolejnych materiałów z gry, protestów było coraz mniej. Gra jest tak samo mroczna, jak swoje poprzedniczki. A że zaklęcia rzucane przez magów wyglądają fenomenalnie, wręcz epicko? Że gra toczy się nie tylko w ciemnych lochach, ale i na otwartej przestrzeni, tyle że na zupełnie nowym silniku graficznym? To co, u licha, z tego? Diablo III jest najbardziej wyczekiwanym tytułem ostatnich lat. Ponownie, pojawi się wyłącznie na OS X i Windows, co w erze konsol wydaje się ryzykowne. Pozornie. Sukces jest murowany. Zmiany i usprawnienia w Battle.net to spełnienie marzeń wszystkich fanów. To jeden z najdłużej powstających projektów Blizzarda. Perfekcja na miarę poprzednich tytułów. Oczywiście, to trzeba będzie jeszcze zweryfikować. Stawiam jednak dolary przeciw orzechom, że Diablo III zdobędzie tytuł gry roku 2012. A rozgrywki na serwerach będą prowadzone przez najbliższą dekadę. Bo to Diablo. I Blizzard.

Znowu stracę kontakt z większością kolegów…

Maciek Gajewski jest dziennikarzem, współprowadzi dział aktualności na Chip.pl, gdzie również prowadzi swojego autorskiego bloga.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement