Neil Young nie ma racji, jakość nie uratuje muzyki – muzyka nie potrzebuje ratunku

01.02.2012
Neil Young nie ma racji, jakość nie uratuje muzyki – muzyka nie potrzebuje ratunku

Neil Young uważa, że dzisiejsze formaty cyfrowej muzyki oferują tylko 5% jakości, którą muzyka oferowała kiedyś – i mówi tu o winylach i tym podobnych. Young czeka, aż jakiś “bogaty facet” stworzy format o wysokiej jakości dźwięku i odpowiednie odtwarzacze. Stwierdził też, że jeden taki utwór mógłby pobierać się nawet pół godziny, o ile będzie dobrej jakości. Mam wrażenie, że Young żyje w jakimś innym świecie i ma trochę racji tylko w jednej kwestii – że internet i “piractwo” to nowe radio. Jednak Young widzi to nowe radio jako formę skuszenia do kupowania, a przecież rzeczywistość wygląda inaczej.

Pierwsza sprawa to oczywiście pytanie, czy na przykład w latach siedemdziesiątych czy osiemdziesiątych ludzie faktycznie słuchali muzyki o lepszej jakości. Mnie nie było wtedy na świecie, ale wiem na przykład, że sprzęty zarówno do nagrywania jak i odtwarzania były po prostu inne i cały proces produkcji i dystrybucji nie był wcale tak jakościowy, zwłaszcza w porównaniu do dzisiejszych technologii. Poza tym najsłabsze ogniwo, czyli odbiorca końcowy, było i jest wciąż problemem. Co z tego, że według Younga kupujący otrzymywał “100 procent jakości”, gdy odtwarzał je tanim sprzęcie, kiepskich, wbudowanych głośnikach czy innych podobnych źródłach dźwięku. Gdzie te “100 procent jakości”?

Wraz z rewolucją cyfrową muzyki jakość dopasowała się naturalnie do potrzeb większości odbiorców, czyli wagi pliku, szybkości łącz, optymalnej jakości dźwięku i łatwości dostępu. Tadam – powstały “empetrójki”! Pliki, które zastąpiły większość innych formatów i które od kilku lat nie rozwijają się jakoś dynamicznie z prostego powodu – ich obecna jakość i tym podobne wystarczają większości. Inne podobne formaty też.

Ręka w górę wszyscy, którzy chcieliby stuprocentowej jakości nagrania. Pewnie kilka rąk by się podniosło, bo miłośnicy jakości w muzyce jako głównego kryterium wyboru są wśród nas, i bardzo dobrze. Tacy byli od momentu powstania pierwszych możliwości nagrywania dźwięku i nie zginią. Jednak patrzmy realnie – jest ich niewielu w stosunku do setek milionów osób zadowalających się muzyką z iTunes czy nawet z YouTube’a. Takie osoby pewnie korzystają z bezstratnych form zapisu dźwięku lub z fizycznych nośników i mają wcale nie tanie sprzęty do odtwarzania. Można powiedzieć, że oddają część wygody w imię jakości.

A teraz zastanówcie się, czy plik mp3 320 kbit/s jest aż tak tragiczny jakościowo? Dzięki jego wielkości możemy w telefonie czy na dysku przechowywać setki albumów, poza tym całkiem ładnie odtwarza się też bezpośrednio z chmury na niezbyt szybkich łączach. A gdy dodać do tego średniej jakości słuchawki czy głośniki, na których ludzie najczęściej słuchają muzyki, to okaże się, że taki mp3 jest w pełni wystarczający. Ewolucja musi postępować i dostosowywać się do warunków i potrzeb. Czyli jakość cyfrowych formatów dźwiękowych będzie rosła, ale coraz wolniej, bo nie jest to po prostu najbardziej paląca potrzeba. Ważniejsza jest wygodna forma dystrybucji i dostępność.

Neil Young uważa też, że stworzenie dobrych odtwarzaczy pozwalających uzyskać sto procent jakości jest bardzo ważne. Jednak takie odtwarzacze dla audiofili już istnieją. Nie bez przyczyny to iPod podbił rynek i odesłał do lamusa discmany. Nie bez powodu jedną z najważniejszych funkcji nowoczesnych smartfnów i nawet tanich telefonów jest odtwarzacz muzyczny. Tego chcemy i wymagamy. Wygody.

Young ma trochę racji, że internet jest nowoczesnym radiem. Jednak nie jest to prawda do końca – tradycyjne radio zakłada, że odbiorca będzie jedynie pasywnie uczestniczył w procesie odbierania treści. W internecie to odbiorca decyduje, czego chce słuchać a to “radio” po prostu dostosowuje się do tych potrzeb.

Może muzyka traci trochę na tej magii kupowania, czekania, odtwarzania czasem zaszumionych dźwięków, ograniczenia dostępności. Jednak nastały nowe czasy. Pokolenie, dla którego internet jest głównym i coraz częściej jedynym źródłem muzyki weszło już w dorosłość. Większość tego pokolenia nie chce bezstratnej jakości i nawet, jeśli na rynku pojawią się tanie odtwarzacze potrafiące przechowywać i odtwarzać tysiące bezstratnych plików to nie wygrają z tymi dzisiejszymi, jeśli nie zapewnią takiej samej wygody i możliwości, jak te dzisiejsze iPody i telefony.

I ciężko mi to mówić, ale założenia Neila Younga nie mają racji bytu. Muzyka jest dla nas coraz bardziej usługą i codziennością, niż magią.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement