Przyszłość pokazana w lustrze – świetny serial „Black Mirror”

16.01.2012
Przyszłość pokazana w lustrze – świetny serial „Black Mirror”

Wyobraźcie sobie sytuację, w której terroryści porywają następczynię tronu królowej Wielkiej Brytanii. Jako żądanie okupu stawiają ultimatum – albo premier odbędzie niesymulowany stosunek seksualny ze świnią, albo następczyni tronu zginie. Co byście zrobili w takiej sytuacji? Dodam tylko, że czynnikami determinującymi waszą decyzję są dwa fakty. Po pierwsze wideo z żądaniem okupu znalazło się już na YouTubie, a po drugie Twitter wrze od kolejnych plotek – “zrobi to czy nie?”.

Facebook, Twitter, YouTube w połączeniu z prasą i telewizją stanowią narzędzie zbrodni doskonałej, która przy odrobinie „szczęścia” mogłaby zburzyć hierarchię wartości nie jednej, nie dziesięciu, a miliona osób. Niemożliwe? Dziś wszystko jest możliwe i doskonale przedstawia to fabuła serialu. „Black Mirror” od kilku tygodni zbiera bardzo pochlebne recenzje na całym świecie. Ten trzyodcinkowy mini serial opisywany jest jako połączenie „Strefy Mroku” z satyrą socjologiczną. Czy słusznie? Zdecydowanie, po stokroć tak!

Spider’s Web to nie serwis i miejsce gdzie powinniśmy publikować recenzje seriali telewizyjnych, ale gdy dotykają one naszej “geekowskiej” codzienności? Gdy pokazują w sposób brutalny i ultrarealistyczny rzeczywistość z jaką będziemy zmuszeni się zmierzyć? Nie widzę przeszkód ku temu, by po obejrzeniu póki co dwóch odcinków pierwszego sezonu polecić wam produkcję zrealizowaną z dużą dbałością o szczegóły i świetnie ekranizującą to, czego wszyscy się obawiamy – rzeczywistości kontrolowanej przez media, w równej mierze te tradycyjne, jak i internetowe.

Myślicie, że telewizja jest w stanie połknąć każdego, przerzuć, wypluć strawionego i dostosowanego do nowego środowiska? Prawdopodobnie macie racje, ale sposób w jaki ten proces przedstawiony jest w drugim odcinku serialu przeraża. Jest w nim wszystko, wszechpanująca telewizja, wyścig szczurów w drodze po sławę i pieniądze. Mamy też finalny upadek na dno. Proces identyczny z tym, który możemy oglądać na co dzień.

Niech za przykład posłuży chociażby postać Alicji Janosz. Zwyciężczyni pierwszej edycji Idola miała swoje pięć minut, i tutaj “pięć minut” w żadnym wypadku nie są metaforą. Alicja szybko zdobyła popularność, jednak wciągnięta w telewizyjno-promocyjną machinę szybko została zepchnięta na margines. Wyprodukowana za jej pomocą popowa papka spotkała się ze słabym przyjęciem. Dopiero po jakimś czasie podjęła decyzje o zawieszeniu solowej kariery muzycznej, skończeniu studiów, szlifowaniu swojego talentu i próby ponownego podboju rynku fonograficznego za kilka lat. Teraz powoli wraca tam gdzie jej miejsce, ale wracając do tematu…

Serial doskonale pokazuje w jakim kierunku zmierza otaczający nas świat. Zawładnięci przez technologie zapominamy, lub chcemy zapomnieć o tym jak duży wpływ mamy na własne życie. Wyizolowani przez telefony komórkowe, smartfony, najnowsze modele komputerów, telewizorów, tabletów, konsoli zapominamy o świecie, który przemyka wokół nas. Zapominamy o własnej tożsamości. Wniosek? Zostawmy Facebooka, chodźmy wszyscy na piwo/kawę lub na spacer do parku.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement