Zuckerberg rozstawia Google+ po kątach

08.07.2011
Zuckerberg rozstawia Google+ po kątach

Google+ wprowadziło w sieci sporo zamieszania, nie tyle jednak fizycznie swoją obecnością i podbieraniem użytkowników Facebookowi (co jest na razie zresztą niemożliwe ze względu na tymczasowe zamknięcie portalu), a raczej serią spekulacji i prób oceny, jak bardzo może zagrozić dotychczasowemu numerowi 1 w kategoriach społeczności.* Mark Zuckerberg prawdopodobnie też poczuł się lekko zagrożony, bo podczas pokazu nowej funkcji czata (rozmowy wideo przez Skype), w zawoalowany sposób wyraził swoje stanowisko wobec Google+. Cóż, kiedyś trzeba najwyraźniej było się ustosunkować do nowego konkurenta… a założyciel Facebooka zrobił to w dość specyficzny sposób.

Założyciel „twarzoksiążki” zaczął bowiem prezentację wideoczata od wykładu na temat roli portali społecznościowych w dzisiejszym świecie i możliwych ścieżek ich rozwoju. Zwrócił uwagę przede wszystkim na fakt, iż istnieje pewien tok ich ewolucji, który spodziewany jest pojawić się wszędzie. Efektem tego będzie w przyszłości podpięcie całego świata do Web 2.0, a wszystkie wytwory ludzkiej kultury będą miały charakter społecznościowy – dotyczy to tak gier, muzyki, jak i metod wyszukiwania. W tle, oczywiście, pojawiała się związana już chyba nieodwołalnie z Facebookiem Zynga oraz Skype. Wisienką do tortu w prezentacji było po raz kolejny podkreślenie 750 mln użytkowników platformy.

I tu właśnie Facebook jawi się jako kolejny etap rozwoju – Zuckerberg jasno sugerował, że o ile Google+ i inne portale społecznościowe będą walczyć o użytkowników, to jego portal już ich ma. Teraz czas przekształcić się ostatecznie w społecznościową platformę komunikacyjną, która dalej będzie wyznaczać trendy… bo konkurencja będzie dopiero budować w międzyczasie bazę użytkowników. Innymi słowy: 5 lat temu w mediach społecznościowych chodziło o stworzenie społeczności. Teraz trzeba nadać jej wymiar kształtujący Web 2.0. Czyli Google jest 5 lat do tyłu z rozwiązaniami i powinno się uczyć od starszego brata.

Jest tylko jeden problem. Google odrobiło lekcje sprzed paru lat podczas tworzenia Orkuta, Buzza i Wave’a, i doskonale wie, jak nastąpić na odcisk Facebookowi. Co więcej, Google ma o tyle lepszy start, że (zgodnie z danymi przytaczanymi przez comScore): ponad 220 mln użytkowników dziennie loguje się do Gmaila, 38% Amerykanów korzysta z Androida, a kolejne dziesiątki milionów korzystają z Picasy, Blogspota i innych serwisów (pomijam tu w tym momencie Youtube). Google zatem może nie ma na starcie potencjalnych kolejnych 750 mln użytkowników, ale nawet po przyjęciu kategorii tylko i wyłącznie real userów może pochwalić się wciąż całkiem niezłym potencjalnym startem liczonym w zdrowo ponad 100 mln użytkowników. Tym bardziej, że ludzie się rozbijają dosłownie o zaproszenia do testowania Google+. Wiadomo, każdy chciałby być pierwszy, ale drugie miejsce na podium też nie jest powodem do rozpaczy.

Dodatkowo za Google+ stoi… cóż, właśnie, Google. Gigant doprowadził już do scentrowania swoich usług, przez co spokojnie z poziomu każdego innego produktu można sprawdzić powiadomienia w Google+. Tym Facebook się nie może pochwalić. Tak naprawdę jedynym rozwiązaniem, które ma natywnie wbudowanego Facebooka, jest Rockmelt. Zbudowany na bazie Chromium. Poniekąd to ironiczne. No i jest jeszcze jedna kwestia: niektórym Facebook się po prostu już przejadł i ludzie potrzebują odmiany. Doskonale pokazuje to ten viral:

Można zatem odnieść wrażenie, że Zuckerberg zachował się na swojej prezentacji dość arogancko, jakby cierpiał na syndrom oblężonej twierdzy. Fakt faktem, że Web 2.0 musi pójść dalej, bo osiągnęło już pewną stagnację. Z drugiej jednak strony to, co szumnie zapowiada Zuckerberg – czyli współkreowanie dorobku kulturowego ludzkości – to nie jest kwestia kilku minut, godzin, czy dni. W grę wchodzą miesiące i lata, a przez ten czas Google+ powinno spokojnie dorównać do peletonu. Traktowanie konkurencji z wyższością raczej nie pomoże Facebookowi, tym bardziej że sami jego inżynierzy zaczerpnęli jeden z eksperymentów właśnie z nowej społecznościówki. Cóż, będzie jak będzie, ale jeżeli dowodem na pokazanie siły kulturotwórczej Web 2.0 o zasięgu światowym ma być tylko Justin Bieber**…

…to lepiej zacznijmy się zastanawiać nad tym, czym by było Web 3.0.

* Z zastrzeżeniem, że większość osób twierdzi, że Google+ wcale nie podkopie zbytnio Facebooka.

** Sarkazm. Dopuszczam jeszcze Rebeccę Black. Ups, też sarkazm.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement