Informatyzacja wielotorowa

20.06.2011
Informatyzacja wielotorowa

Czyli – w największym skrócie – o tym, jak to młodzież napędza rynek, bo wiek produkcyjny dopiero się adaptuje.

W czasie ostatnich kilku dni doczekaliśmy się dwóch ciekawych wyników badań. Pierwsze, obszerniejsze, przedstawiło w dość ponurych barwach rynek bankowości mobilnej – segmentu, który kilka lat temu miał być docelowo jedną z kart atutowych wchodzących na rynek banków – w szczególności zaś mBanku, który to zlecił Instytutowi Homo Homini rzeczone badanie. Cóż, wyniki wyszły jak wyszły, a wnioski nasuwające się z sondażu pokazują, że przed nami jeszcze długa droga. Przynajmniej do momentu, w którym kolejne pokolenie ostatecznie zdefiniuje internetowy rynek dostaw treści i usług.

Badanie przeprowadzono na przełomie maja i czerwca metodą CATI (Computer Assisted Telephone Interview). Biorąc nawet pod uwagę margines błędu wynikający choćby z rozróżnienia na odpowiedzi, nazwijmy to, spontaniczne oraz wspomagane, wyniki i tak nie są zbyt zachwycające. Z mobilnej bankowości aktywnie korzysta jakieś 3,5% respondentów, przy czym ponad połowa w ogóle nie miała pojęcia, co to jest. Kolejna jedna czwarta co prawda wiedziała, że istnieje takie rozwiązanie, ale nie potrafiła podać żadnych informacji na jego temat.

No to co z pozostałymi 25%? Głównie są to ludzie do 35. roku życia. Grupa ta już w innych sondażach pokazała, że umie determinować płynność rynku właśnie poprzez zwiększoną udziałowo aktywność w Internecie. Przejawia się to mniej więcej w ten sposób, że w przypadku segmentu bankowości mobilnej ponad 60% użytkowników „odchudzonych” portali bankowych to ludzie nie wykraczający wiele poza trzydziestkę, a łącznie 93% użytkowników nie ma więcej niż 45 lat.

Wyniki badań raczej nie zaskakują, ale alarmują o jeszcze jednej istotnej cesze – 85% respondentów tylko sprawdzało stan rachunku. Przelewu dokonywało niecałe 70%, a kolejna pozycja – przejrzenie historii operacji – cieszyła się już tylko 30% popularnością. Wniosek jest dość łatwy do przewidzenia – dla większości mobilność bankowa jest traktowana raczej w kategorii doraźnego gadżetu, produktu komplementarnego, który nie potrafi zastąpić normalnych banków, a nawet ich „pełnowymiarowych” wersji internetowych.

Nawiasem mówiąc, najwięcej respondentów (po 22,5%) miało konta w Pekao SA oraz BZ WBK. Dalej uplasowały się PKO BP, mBank i ING. Reszta banków grała rolę marginalną. Bogiem a prawdą, sam dopiero parę dni temu z zaskoczeniem (jako maniak sprawdzania stanu konta przez komórkę) odkryłem, że mój bank postanowił wprowadzić „odchudzoną” wersję serwisu. Miło z ich strony, jednak pokazuje to, że nawet największe instytucje w tej grupie powoli zaczynają doceniać potencjał drzemiący w mobilnych serwisach… i dostrzegają pewne zmiany rynkowe. Bo zmiany są, to pewne. Na razie obejmują jednak jedynie 17,7% respondentów, którzy aktywnie korzystają z tych wersji portali.

W czym rzecz? Problem jest dwojaki – mocno zarysowana technologiczna przepaść pokoleniowa powoli przesuwa się w górną granicę wieku, jednakże biorąc pod uwagę niż demograficzny, którego doczekaliśmy się parę lat temu, przesuwa się również środek ciężkości. Mimo że trendsetterami są ludzie do 30. roku życia, to jednak wciąż dużą wagę ma głos tych starszych (wystarczy jeszcze raz spojrzeć na wyniki badania – są rozłożone niezależnie od wieku). Z drugiej strony trzeba też jednak mieć w świadomości to, kto udziałowo generuje najbardziej ruch w Internecie i w jakim tempie on rośnie. Efektem tego jest istnienie Internetu jako strefy wielotorowej, w której to młodzi ludzie stanowią mimo wszystko docelowy target większości działań.

Pokazuje to doskonale inne badanie, Raport Digital Young 2011 – Internet jest świetnym miejscem do wykreowania marki. Co ciekawe, na pytanie „Jakie zdarzenie zmieniło opinię o marce?” największą ilością odpowiedzi było: „Opinia ludzi na forach”. Potem była opinia znajomych, a dalej znów Internet – „Wpisy internautów na portalu…”.

Pomijam tutaj istotę reklam bannerowych (jak się okazuje, dość popularnych), czy reklam tekstowych (np. w Google). Interesujące jest połączenie dwóch spostrzeżeń (co zresztą widać wszędzie na każdym kroku) – młodzi korzystają, ile się da z forów i portali społecznościowych, jeśli chodzi o szukanie porad i, co ważniejsze, wcale się nie krępują z byciem krytycznymi. Efektem tego jest prawie natychmiastowa weryfikacja działań danej firmy, gigantyczny wręcz feedback i… no cóż, pokaz, że najlepszym środowiskiem do przeprowadzania umiejętnego marketingu jest właśnie społeczność.

Można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z apogeum wielotorowej informatyzacji społeczeństwa – z jednej strony to młodzież generuje większość ruchu w Internecie, to ta grupa właśnie jest punktem docelowym wszelkich zmian i dostosowywania się usługodawców, z drugiej zaś strony w tle jest wciąż liczna i silna grupa, dla których Internet nie jest przestrzenią do życia, ale wciąż tylko jednym z narzędzi. Pytanie teraz – kiedy usługodawcy pójdą w stronę przerzucenia środka ciężkości podaży usług i promocji do sieci? Bo że to uczynią, to jest akurat niewątpliwe.

Być może wtedy, kiedy do dojrzałości internetowej (czyli za ok. 10-15 lat) dojrzeje pokolenie nowego wyżu demograficznego. A wtedy dzisiejszy wiek produkcyjny będzie musiał bardzo szybko nadrobić ewentualne braki (nie będące brakami, tylko innym spojrzeniem na świat), bo inaczej ulegnie marginalizacji.

Dołącz do dyskusji

Advertisement