Android Ice Cream Sanwich to ukłon głównie w stronę deweloperów, nie użytkowników

22.06.2011
Android Ice Cream Sanwich to ukłon głównie w stronę deweloperów, nie użytkowników

Google przygotowuje kolejną, zunifikowaną wersję Androida – 4.0 Ice Cream Sandwich. Przecieki głoszą, że w na jesień ma pojawić się kolejna wersja telefonu tworzonego w ścisłej współpracy z jednym z czołowych producentów. Nie wiadomo natomiast, czy będzie to Nexus, czy może coś na kształt Motoroli Droid 2, która była bardzo pokazowym, choć nie oficjalnym deweloperskim telefonem. Jedno jest pewne – Google szykuje kolejną małą rewolucję w świecie zielonego robota. I oby to była rewolucja przemyślana, bo dodawanie kolejnych “wypasionych” funkcji jest przyszłościowe, ale wypadałoby skupić się na obecnej chwili.

Do wczorajszej premiery Nokii N9 z nowym MeeGo nie tylko ja nie potrafiłam sobie wyobrazić jak powinna wyglądać obsługa smartfona bez przycisków fizycznych. Tak, bo Ice Cream Sandwich nie będzie, wzorem Honeycomba, kontrolowany wyłącznie za pomocą dotyku. Choć nowy Android ma być jeden dla smartfonów i tabletów, to wersje mają być zoptymalizowane pod rozmiar urządzeń. W smartfonach zniknąć ma też górna, rozwijana belka z powiadomieniami – jak Google to rozwiąże? Powiadomienia rodem z Honeycomba raczej nie sprawdzą się na około czterocalowych urządzeniach.

Ma być ładnie, wygodnie, nowocześnie i jednoliniowo, tak by Android był jednym systemem i nie fragmentował się jak obecnie. To mocny ukłon w stronę deweloperów. Google porozumiał się też z największymi producentami a temat szybkich aktualizacji nowych wersji systemu. Taki ruch oznacza częściową, jeśli nie całkowitą rezygnację z nakładek. Nakładek, które sprawiają, że smartfony z Androidem można łatwo odróżnić od siebie.

W zapowiedziach wszystko wygląda pięknie, ale pojawiają się drobne wątpliwości. Google idzie na rękę twórcom aplikacji zdając sobie sprawę, że to one są jednym z najmocniejszych punktów mobilnych systemów. Świetnie pokazują to badania na temat konsumpcji internetu. W ciągu kilku ostatnich miesięcy czas spędzony na przeglądaniu sieci przez aplikacje w Stanach Zjednoczonych prześcignął czas surfowania przez komputerowe przeglądarki. To bardzo znamienne i pokazuje potencjał, jaki tkwi w dobrych aplikacjach.

To na tym Google zarabia najwięcej na Androidzie. Nie na płatnych aplikacjach (które nie sprzedają się tak dobrze z Android Marketu jak z App Store’a od Apple). Za to siłą Androida są darmowe tytuły, które zarabiają długofalowo na reklamach. Google ma przecież chyba najlepiej skonstruowany system ich wyświetlania wewnątrz aplikacji, nie dziwi więc mocny ukłon w stronę deweloperów. Ujednolicony system – łatwiejsze pisanie programów – większe przychody.

Z tej perspektywy prawdopodobnie nie doczekamy się kilku drobnych, ale bardzo oczekiwanych udogodnień. Chodzi między innymi o synchronizację przeglądarki z desktopowym Chrome’em. Niby drobna rzecz, ale bardzo wyczekiwana zwłaszcza przez zaawansowanych użytkowników. Takie opcje posiadają już inne przeglądarki (między innymi Opera czy Firefox), dlaczego wiec Google jeszcze tego nie wprowadziło? Korzystanie z Chrome to Phone jest przyjemne, ale to za mało. Za mało, zwłaszcza w przypadku tabletów, które nie są już tak mocno ograniczone jak mniejszoekranowe smartfony. Przykładów braków drobnych ukłonów w stronę użytkownika jest dużo.

Można odnieść wrażenie, że z każdą wersją Androida Google coraz mocniej stawia na ułatwienia dla deweloperów, a coraz mniej dla użytkowników. To proste – w końcu Android zaliczył wybuch popularności i stał się systemem, który z rekordową prędkością zdobywał kolejne rynki. Teraz, gdy pozycja jest już mocna można skupić się na zarabianiu.

Dołącz do dyskusji

Advertisement