Nowy Prosty Dotykowy Czytnik Nook – i co z tego?

24.05.2011
Nowy Prosty Dotykowy Czytnik Nook – i co z tego?

Informacja o nadchodzących dwóch tabletach od Amazona zelektryzowała świat. Poza tym Amazon sprzedaje już więcej e-książek niż tych tradycyjnych, papierowych, a tańszy Kindle z reklamami sprzedaje się świetnie. Czytnik Nook od Barnes & Noble żył dotychczas w cieniu Kindle’a, a a tablet Nook Color nie zawojował świata. Teraz Barnes $ Noble próbuje przegonić Amazona, i choć zasięg ma o wiele mniejszy, to widać że pomysł i strategia wydawcy jest przemyślana. Nowy Nook jest mniejszy, lżejszy, oszczędniejszy, ma dotykowy ekran i superwydajną baterię, która przy korzystaniu pół godziny dziennie powinna wystarczyć na dwa miesiące. I mimo wielu usprawnień, kompletnego odświeżenia to Nook i tak nie ma szans na prawdziwą rywalizację z Amazonem z co najmniej kilku powodów.

Nowy Nook, „The Simple Touch Reader” (nazwa dająca dużo do myślenia – „prosty, dotykowy czytnik”) kosztuje 139 dolarów i dostępny jest w przedsprzedaży. Cena taka sama, jak Kindle’a z WiFi. Przewidywany od dawna spadek cen e-czytników i coraz większa dostępność są coraz bliższe – mimo usprawnień (Nook ma lepiej radzić sobie z grafiką w technologii e-ink) i nowych funkcji społecznościowych czytniki tanieją w coraz szybszym tempie. Tak, bo Prosty Dotykowy Czytnik (magia nazwy) ma mieć preinstalowane rekomendowanie materiałów na Facebooku. Secjalnie stworzony algorytm poleceń znajomych i ekspertów ma pomóc w wyborze kolejnych lektur. Nowy Nook ma tylko jeden przycisk a kontrolowanie urządzenia ma odbywać się wyłącznie za pomocą dotyku. Urządzenie ma ekran o przekątnej 6 cali, jest też lżejsze i cieńsze od poprzedniego Nooka.

To tyle. Najważniejszy powód, przez który Nook nie ma szans na rywalizację z Kindle’em to dostępność. Amazon ze swoim agresywnym marketingiem takim jak tania wysyłka do krajów, w których nie ma siedziby (w tym do Polski) oraz bezproblemową dostępnością sprawił, że Kindle stał się dla czytników tym, czym Google jest dla wyszukiwarek. Barnes & Noble działa w Stanach Zjednoczonych, tam jest znany i prawdopodobnie tylko Stany Zjednoczone są rynkiem docelowym, na którym Nook ma zaistnieć. W rodzimym kraju ma mocno rozwiniętą sieć sprzedaży, umowy z bibliotekami pozwalające na wypożyczania e-książek i tam jest rozpoznawalny. Wprawdzie oferuje światowe dostawy, ale marketingu praktycznie brak.

Dotychczas Barnes & Nobles sprzedał milion urządzeń z serii Nook – czyli e-czytników oraz tabletów. Jak na księgarnie z 2 milionami pozycji oraz umowami z ponad 50 tysiącami elektronicznych wydawców to wciąż mało. Amazon nie podaje dokładnych danych sprzedażowych Kindle’a, ale nie trudno się domyślić, że są wyższe. W przeciągu miesiąca ma też wystartować patforma myNook. Późno, o co najmniej rok za późno – aplikacje Kindle zagościły już na dobre w tabletach i smartfonach i tworzą sprawnie działający ekosystem. To właśnie ekosystem jest tym, czego na razie brakuje Nookowi. Dzięki sprawnemu przenikaniu przez różne platformy Amazon przywiązuje konsumentów do Kindle’a. A międzyplatformowy ekosystem opuścić o wiele trudniej, niż zmienić e-czytnik na inny.

Barnes & Noble idzie w dobrą stronę. Maksymalne uproszczenie urządzenia, dodanie społecznościowych funkcji i coraz niższa cena to właściwy kierunek, ale w przypadku Nooka brakuje sprawnie przeprowadzanych akcji marketingowych i wywołania pożądania u potencjalnych kupców. Nie bez powodu prawie jedna trzecia osób wyrażających chęć zakupu e-czytnika wybrałaby Kindle’a. Może nie ma takich ekstra funkcji jak nowy Nook, ale za Kindle’em stoi jeden z największych dostarczycieli wirtualnych treści na świecie i rozpoznawalna, nowoczesna marka. ża Nookiem… Dla przeciętnego użytkownika spoza Stanów Zjednoczonych za Nookiem nie stoi praktycznie nic.

Nook zajmie swoje miejsce wśród czytników. I to wszystko. Będzie czerpał korzyści z sukcesu Amazona i pozostanie jednym z dziesiątków innych e-czytników.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement