Geolokalizacja to wciąż tylko sztuczna potrzeba

17.05.2011
Geolokalizacja to wciąż tylko sztuczna potrzeba

Geolokalizacja – szerokie pojęcie, jednak w dzisiejszych zastosowaniach najczęściej odnosi się do serwisów geolokalizacyjnych i wykorzystaniu tych możliwości w marketingu. Światowi specjaliści zastanawiają się jak zwiększyć ich potencjał, a rodzimi jak w ogóle sprawić by Polacy chociaż trochę zainteresowali się geolokalizacją. Próbują, próbują i nijak im to nie wychodzi. Żadnemu z nich nie przejdzie przez myśl, że konsument nie tylko korzysta ze wszystkiego co mu podadzą, ale musi też dostawać jakąś wartość w zamian. Teraz geolokalizacja w Polsce nie oferuje mu nic prócz wątpliwości o bezpieczeństwo. Jak więc można dziwić się, że nie przyjęła się jeszcze u nas?

“Jest wielka przepaść między wartością widzianą w geolokalizacji przez konsumentów a ogromną potencjalną wartością, jaką specjaliści od marketingu mogą zaoferować w połączeniu z odpowiednią strategią”.

To cytat Willa Reese’a, antropologa. Bardzo dobrze pokazuje jak dziś odbierana jest geolokalizacja. Nie będzie przesadą stwierdzenie, że to marketingowcy próbują na siłę wepchnąć masom usługi, które mają poważną lukę w funkcjonalności dla zwykłego odbiorcy. Potencjał, o którym mówi Reese odnosi się na razie w większości do reklamodawców, użytkowników ignorując.

Najważniejszym pytaniem, na które trzeba znaleźć odpowiedź jest nie „jak sprawić, by ludzie korzystali” ale sprecyzowane „co możemy zaoferować, by uczynić geolokalizację atrakcyjną„. Badania pokazują, że konsumentom nie wystarcza sama możliwość tagowania miejsc i meldowania się w nich.

Według badania White Horse 60% dorosłych między 20 a 29 rokiem życia obawia się geolokalizacji. Między 14 a 19 rokiem życia odsetek ten wynosi ponad 50%. Z wiekiem obawy maleją, w grupie 30-39 lat posiada je ponad 40% osób, 30% ludzi powyżej 50 roku życia ma takie same wątpliwości. Co ciekawe, krzywa użytkowania jest podobna – najwięcej z usług geolokalizacyjnych korzystają młodsi, z wiekiem to spada.

99% usług geolokalizacyjnych połączonych jest z serwisami społecznościowymi. Jako najważniejszą korzyść użytkownicy podają wiedzę, gdzie przebywają znajomi by móc się z nimi spotkać. Jakby nie patrzeć jest to dosyć wątpliwa korzyść… Zrezygnować z obaw o bezpieczeństwo, podawać swoje dane i miejsce przebywania by szybko spotkać się ze znajomymi? Nic dziwnego, że geolokalizacja nie podbiła jeszcze rynku.

Trzeba też dodać, że badanie przeprowadzone było w Stanach Zjednoczonych. Badanie Dubit odnosi się już do Wielkiej Brytanii – 58% nastolatków (11-18 lat) nie widzi sensu geolokalizacji. 52% ma obawy o bezpieczeństwo. Powody, dla których jednak część z nich korzysta z geolokalizacji, to w 48% po prostu rozrywka, w 45% wiedza gdzie przebywają znajomi, 14% szuka specjalnych ofert a 12% bawi zdobywanie miejsc i wskazówek. Trzeba dodać, że specjalnymi ofertami powiązanymi z geolokalizacją znacznie częściej zainteresowani są starsi, ponad trzydziestoletni użytkownicy.

A w Polsce? W Polsce prawdopodobnie większość ludzi nawet nie wie, czym jest geolokalizacja i jak mogliby to wykorzystać. Oferty specjalne kuleją, ludzie są nieufni i tak jak w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii nie widzą sensu z korzystania z takich usług. Mimo wszystko specjaliści cały czas krzyczą i zastanawiają się, jak przekonać ich do geolokalizacji. Udało się z serwisami społecznościowymi, może i teraz się uda?

Ale to nie tak. Serwisy społecznościowe istnieją od lat, jednak dopiero Facebook pobił wszystkie rekordy i wszedł “pod strzechę”. Dlaczego? Odpowiedni moment, dużo do zaoferowania w zamian za poświęcenie części prywatności. To odnosi się również do geolokalizacji – wpychanie jej na się nie daje nic, prócz zmęczenia tematem i lekkiej urazy. Nie chcę korzystać – dlaczego więc zewsząd atakuje się mnie wciąż tym samym? Mówią, jakie to przydatne, że ten rok będzie rokiem geolokalizacji, skłaniają twórców aplikacji do implementowania jej, obiecują złote góry i… nic. Coraz więcej osób korzysta, ale przyrost nie jest tak gwałtowny jak chcieliby tego reklamodawcy i sponsorzy.

Bo geolokalizacja za dużo bierze, za mało oferuje. Zasada “nie ma nic z darmo” działa nie tylko w odniesieniu do użytkowników, ale obraca się w drugą stronę. Twórco geolokalizacji, nie dostaniesz danych, tagów i lajków za darmo. Zaproponuj coś, czego chcą ludzie. Może wtedy będą chętniejsi do korzystania.

Temat jest zdecydowanie przegadany. Zwykły użytkownik ma dosyć trąbienia na prawo i lewo tym, że geolokalizacja jest przyszłością, że w tym tkwi wielki potencjał… Bo to dla niego puste słowa a nawet obraza. Konsumenci mają coraz większy wybór i sami decydują, co im się przyda. Tak, może będzie to geolokalizacja, ale kiedy? To nie jest jeszcze jej najlepszy czas.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement