Każdy może być artystą w internecie?

18.01.2011
Każdy może być artystą w internecie?

Twórcy Instagramu planują wypuścić wersję aplikacji również na Androida. Gdy już wyjdzie okaże się, czy zdobędzie tak wielką popularność jak na iPhone?ie, pewnie tak. W obecnych warunkach coraz więcej osób ma potrzebę chociaż częściowego korzystania z dróg wyrazu, które wcześniej były zarezerwowane dla profesjonalistów. Dzięki takim aplikacjom jak Instagram, internetowi i taniemu sprzętowi przeciętny człowiek stał się nie tylko odbiorcą, ale też dostawcą treści.

Zmiany dokonywały się wraz z rozwojem internetu, jednak przyspieszyły bardzo mocno w 2005 roku. Wszystko za sprawą serwisu youtube, który był pierwszym umożliwiającym bardzo łatwe dzielenie się własnoręcznie nagranymi filmami. W ciągu kilku miesięcy serwis zaczął zdobywać ogromną popularność i do dziś jest najważniejszym miejscem dzielenia się wideo.

Youtube zmienił sposób myślenia o filmach w internecie. Oprócz oficjalnych teledysków, trailerów itp. ogromną rolę odgrywa społeczność. Ona właśnie umieszcza miliony filmików. Od wideoblogów, przez wspomniania z wycieczek po własne teledyski i krótsze formy fabularne. Wystarczy wspomnieć „Kiwi„, krótką animację na zaliczenie szkoły filmowej. Wideo bardzo szybko stało się hitem, oglądane miliony razy doczekało się dziesiątek odpowiedzi i przeróbek. Przed czasami youtube taki odzew nie byłby możliwy. Ludzie nagle zobaczyli, że kręcenie i udostępnianie na cały świat własnych materiałów może być zabawą i dialogiem. Że nie liczy się ż tak jakość i profesjonalne przygotowanie, a treść. Wtedy właśnie zaczął się przełom.

Dawniej zdjęcia robione były albo przez profesjonalistów, albo z jakiejś okazji. Klisza, niepewny efekt, koszty wywoływnia i niemożność zobaczenia wcześniej efektów ograniczała zwykłych fotoamatorów. Teraz to już nie problem. Najpierw aparty cyfrowe a teraz nawet zwykłe telefony dały praktycznie każdemu możliwość zostania domorosłym fotografem. Najpierw serwisy typu Digart czy deviantART były miejscem dzielenia się wynikami takich eksperymentów. Teraz jest nawet jeszcze prościej – zrobione zdjęcie można w kilka sekund przesłać bezpośrednio z urządzenia na swój społecznościowy profil, na przykład Facebooka czy Twittera. Dlatego właśnie Instagram zdobył taką popularność. Oprócz funkcji społecznościowych zaoferował nawet coś więcej – filtry. Dają one wrażenie większego profesjonalizmu, poza tym maskują wiele niedociągnięć. Patrząc na wzrastającą popularność Instagramu czy choćby Camera Plus nie da się nie zauważyć, że takiej formy wyrażania własnej ekspresji oczekiwali ludzie.

Nie tylko wideo i zdjęcia weszły pod strzechy. Także muzyka. W 2005 roku Arctic Monkeys, nieznany prawie nikomu zespół zamieścił swoje nagrania do pobrania za darmo w iTunes. Nagle kariera wystrzeliła. Kontrakt, potem płyta która uzyskała status najlepiej sprzedającego się debiutu w Wielkiej Brytanii. Ogromne tempo, które bez internetu na pewno nie byłoby osiągalne. To jeden z bardziej spektakularnych przykładów, ale jest ich więcej. Nawet Justin Bieber został odkryty na youtube. W czasach swojej świetności MySpace pełnił funkcję tuby dla młodych wykonawców. Wrzucali tam swoje domowe nagrania i liczyli, że ktoś ?ważniejszy? ich zauważy lub po prostu sprawią komuś radość. Czasem się udawało, to pierwsze i to drugie.

Kiedyś można było tylko konsumować treści, a ich tworzenie było zrezerwowane dla profesjonlistów. Prasa, radio, telewizja, kino, wystawy, obrazy, płyty i koncerty. Wszystko powstawało obok przeciętnego odbiorcy, który musiał zadowolić się odbiorem i ewentualnym napisaniem ?listu do redakcji?. Dostawca takich treści, czy to artysta czy dziennikarz, miał wysoką pozycję. Niedostępny, podziwiany i rozpoznawalny. On decydował, co społeczeństwo dostanie. Dziś sytuacja zmieniła się o 180 stopni.

To my decydujemy, czego chcemy. Przez internet dostarczamy sobie nawzajem materiały, wyznaczamy trendy i gorące tematy. To my wymieniamy się własnymi zdjęciami, muzyką, filmamy i , co ważne, tekstami. Tworzymy dla siebie nawzajem. W końcu stało się to możliwe.

Tylko często w ferworze i zachwyceniu tym zjawiskiem zapomina się o jednym – o tych prawdziwych i profesjonalnych twórcach z wykształceniem i doświadczeniem. Oni zostają coraz bardziej zmuszani do walki o przetrwanie.

Czy to dobrze, czy źle – ciężko ocenić. Szkoda by jednk było, gdyby profesjonaliści całkiem wyginęli.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement