Na rynku e-booków Google przyjmie strategię Amazona. Z własnym wdziękiem.

02.12.2010
Na rynku e-booków Google przyjmie strategię Amazona. Z własnym wdziękiem.

Premiera Google Editions – księgarni z e-bookami i przy okazji zaawansowanej czytelni w „technologicznej chmurze” zbliża się wielkimi krokami. W wersji na rynek amerykański będzie pod koniec roku. Wersja międzynarodowa – prawdopodobnie taka, która obejmie również Polskę – ma być na początku przyszłego roku, czyli już w przyszłym miesiącu. To może być jeden z ważniejszych projektów Google’a w historii. Na miarę Androida.

Google wydaje się przyjmować strategię lidera na rynku e-książek, firmy Amazon, która od pewnego czasu bardziej niż w czytnik Kindle inwestuje w usługę Kindle – czyli platformy do czytania e-literatury na możliwie największej liczbie urządzeń. Stąd obecność Kindle’a na iPhonie, iPadzie, Androidzie, czy w aplikacjach na komputery z Windows czy Mac. Google pójdzie jeszcze dalej – zaoferuje nie tylko e-książki do kupienia, ale również usługę przechowywania w chmurze gdzieś indziej zakupionych e-booków.

W ten sposób Google zaoferuje na rynku e-booków coś na wzór Androida – mobilnego systemu operacyjnego dla każdego producenta, który zechce go wykorzystać. Tak jak na rynku smartfonów, Google’owi nie będzie potrzebny żaden własny czytnik, bo usługa Editions będzie niezależna od jakiegokolwiek urządzenia czy jakiejkolwiek jednej księgarni. Kupisz książkę od mniejszego, niezależnego wydawcy? Będziesz miał możliwość wrzucenia jej na półkę w Google Editions (połączonym z już istniejącym Google Books). Jakże to inna perspektywa od zamkniętej szczelnie na kłódkę platformy Amazon.

To oczywiście nie wszystko, bo Google będzie miał znacznie więcej argumentów. Choćby cena – w oficjalnych materiałach Google Editions czytamy, że wyjściowa cena przeciętnej e-książki będzie wynosiła 80% ceny najtańszego wydania drukowanego. To wielka przewaga nad pozycjami Kindle’a, czy iBooks od Apple’a, gdzie ceny e-booków nie różnią się znacznie od wydań drukowanych.

Po drugie Google na starcie zniweluje największą bolączkę startujących e-księgarni – małą liczbę dostępnych pozycji. Google będzie miał od razu ponad pół miliona pozycji, a z programem partnerskim dla mniejszych wydawców przyrost kolejnych tysięcy e-książek będzie szybki.

No i najważniejsze – Google Editions będzie pewnie zintegrowane z całym ekosystemem usług Google’a, włącznie z Adsense oraz zdecydowanie najpopularniejszą i najlepszą wyszukiwarką na rynku. Nie będzie więc problemu, aby z jednej strony wydawcy, czy nawet autorzy e-książek oferowanych w Google Editions książek skutecznie reklamowali swoje pozycje przy wynikach wyszukiwania, a z drugiej, żeby pozycje z Google Editions nie pokazywały się w naturalnych wynikach wyszukiwania. W każdej z tych opcji Google zarabia krocie, przy okazji budując wysoką świadomość marki Editions.

Według Forrester Research, rynek sprzedaży e-booków ma wzrosnąć z 301 mln dol. w 2009 r. do 966 mln na koniec 2010 r. Perspektywy do dalszego wzrostu są ponoć świetlane. Patrząc na rozmach, z jakim Google przygotowuje się do wejścia na rynek e-książek, opinia, że to firma Brina i Page’a, a nie Amazon, Barnes & Noble, czy Apple będzie czerpała największe korzyści z czekającego nas wszystkich powolnego przechodzenia w kierunku dominacji e-druku nad drukiem, nie wydaje się wcale przesadzona.

Advertisement

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement