Muzyczny precedens w AppStore

15.12.2010
Muzyczny precedens w AppStore

W AppStore pojawiła się niezwykle ciekawa aplikacja – mSpot Music. Ciekawa o tyle, że przynosi bardzo intrygujący precedens. Jeśli się utrzyma – w co chyba jednak należy wątpić – będzie pierwszą usługą, która przyniesie wielce oczekiwany przez fanów muzyki sposób przechowywania własnej muzyki w chmurze z dostępem przez iPhone’a. Wyprzedzi samego Apple’a, a przy okazji także Google’a, który miał taki pomysł już kilka miesięcy temu. Nie mówiąc już o tym, że i na Spotify nie będzie się już patrzeć tak tęsknym okiem jak dotychczas.

mSpot Music to aplikacja w połączeniu z webowym interfejsem, która pozwala na synchronizację 2 gigabajtów plików muzycznych z własnych zasobów (np. biblioteki mediów w iTunes) w chmurze, dzięki czemu można ją odsłuchiwać za pomocą streamingu na iPhonie, Androidzie oraz na innym komputerze z dostępem do internetu. za 3,99 dol. miesięcznie można wykupić 40 GB miejsca w chmurze. Nie jest to jednak konieczne, bo aplikacja kompresuje pliki muzyczne, co – przy akceptacji słabszej jakości samej muzyki – skutkuje tym, że w 2 GB zmieści się dużo więcej plików niż nominalnie wyglądałoby to na papierze.

Jest to więc dokładnie to, o czym świat spekuluje od co najmniej roku w kontekście Apple’a. Po to przecież miał Steve Jobs przejmować serwis Lala.com by go potem zamknąć – by muzykę z biblioteki w iTunes móc przechowywać w chmurze, tym samym zwalniając iPhone’a z dwóch rzeczy: z zabierania cennych gigabajtów danych na dysku oraz uciążliwie długich synchronizacji via kabel.

Działa to tak: idziemy na mSpot.com, pobieramy aplikację (Windows lub Mac), instalujemy na komputerze, zakładamy konto, wybieramy bibliotekę muzyczną, którą chcemy zsynchronizować z chmurą. Potem idziemy do AppStore i pobieramy darmową aplikację mSpot Music. Logując się do naszego konta w aplikacji na iPhonie będziemy mieli dostęp do zsynchronizowanej muzyki.

Jakim cudem Apple zaakceptował mSpot Music do programu AppStore nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że swego czasu media spekulowały, że Apple i Google rozmawiali z wydawnictwami fonograficznymi na temat identycznego modelu i? nie doszli do porozumienia. Dla wydawców muzyki taka usługa to nowa usługa, za którą należy płacić. Czy więc deweloper mSpot Music dogadał się w wydawnictwami? Nie? Jak czytamy w AllThingsDigital, według szefa mSpot – Darena Tsui, nie potrzebuje on takiej licencji. Skoro więc pojawił się w AppStore, czy oznacza to, że Apple przyznał mu rację?

Co ciekawe? mSpot działa już sobie na podobnych zasadach na platformie Android od czerwca tego roku bez większego rozgłosu medialnego mimo zdobycia aż 500 tys. zarejestrowanych użytkowników. Rozgłos przyjdzie teraz, kiedy usługa pojawiła się na iPhone’a. Co będzie dalej? To intrygujące pytanie – można chyba obstawić głośny proces z wydawnictwami, które tak łatwo darmowego dostępu do chmury oddać zapewne nie zechcą (skoro nie dały Apple’owi i Google’owi).

Dopóki to się nie wydarzy warto chyba pobawić się usługą mSpot. Ja już mam i bardzo mi się podoba.

Advertisement

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

Advertisement
Advertisement