Rewolucje, przewroty i zmiany

13.03.2009
Rewolucje, przewroty i zmiany

Po doskonałej recenzji Piotra Chylińskiego filmu dokumentalnego „MacHeads” oraz wywiadzie z jego twórcami w ostatnim numerze Mojego Jabłuszka wróciłem raz jeszcze do tego obrazu. I wprawdzie zdania na temat filmu nie zmieniam, to wydaje mi się, że dziś rozumiem lepiej jego kontekst i główne przesłanie.

A piszę to w kontekście ostatnich wydarzeń w Apple. Jeszcze niedawno role byłyby totalnie odwrócone – to na poczet prezentacji nowych iMaków, czy nawet iPodów shuffle organizowane byłyby wydarzenia medialne. Dzisiaj Apple woli organizować konferencję tylko po to, aby pokazać nad czym aktualnie pracuje przy iPhone niż promować w ten sposób nowe iMaki – okrzyknięte przez wielu analityków najważniejszym komputerem ostatniego dwudziestolecia. W zaproszeniach do Apple Hall na 17 marca firma nawet nie kryje się z tym, że nie będzie miała gotowego produktu do pokazania. Przyjdźcie i sprawdźcie co aktualnie robimy z iPhone’m – zaprasza Apple, czyli zapewne będzie tak jak poprzednim razem, kiedy debiutował iPhone OS 2.0. Ogłoszony on został dużo wcześniej niż faktycznie się pojawił, po to, aby deweloperzy zewnętrzni mogli przygotować swoje aplikacje.

Kogoś kto Apple utożsamiał się z komputerami Macintosh taka zmiana nastawienia musi boleć. Ci wszyscy fani Maka łączący się w grupy i wymieniający się poglądami na ten i tamten aspekt obcowania ze swoimi komputerami, przy okazji nazywając to sposobem na życe, mogą poczuć się w dzisiejszych czasach skonfundowani. Wprawdzie Apple nie przestało produkować nowych Maków, ale nawet nie kryje, że nie jest to dla niej już produkt priorytetowy. Priorytetem jest iPhone i jego ekosystem wystrzelony na orbitę okołoziemską biznesu z AppStore. A iPhone mimo, że wyjątkowy, to wyjątkowy wcale nie jest. Wyjątkowy, bo zdecydowanie zmienia sposób w jakim używa się dziś telefonu komórkowego (co ogłosił przy debiucie Steve Jobs), ale nie wyjątkowy, bo to wciąż telefon. A telefon mają wszyscy, a ze wszystkimi trudno czuć dziś „jedność”.

Z Makiem w dłoniach jego użytkownicy zawsze stali w opozycji do czegoś: najpierw do Big Blue, później do PC. Echa tej postawy można jeszcze znaleźć w doskonałej serii reklam telewizyjnych „Get A Mac”. iPhone nie patrzy się w górę na nikogo, bo sam jest na górze i to w niego biją. Nie jest więc „underdogiem”, a z taką postawą przez lata najlepiej funkcjonowało się użytkownikom Maka. Dzisiaj – bez wyraźnego i skomasowanego przekazu Apple na temat Maków – wszystkim tym, którzy na MacWorld szli jak na mekkę musi być przykro i pewnie czują się porzuceni.

I o tym uczuciu jest chyba „MacHeads”, a same postaci – dziwaczne, chyba każdy to przyzna – to tylko pewien przejaskrawiony zabieg stylistyczny mający podkreślić przesłanie filmu.

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement