Trzeci ekran (third screen) i jego kumple

23.02.2009
Trzeci ekran (third screen) i jego kumple

Zastanawiałem się ostatnio, jak nazwać urządzenia, które wyewoluowały z telefonów komórkowych. Trudno wrzucać do jednej kategorii Nokię 2110 i Androida/iPhone. Nie chodzi o liczbę funkcji czy rozmiary, tylko o przeniesienie punktu ciężkości z rozmów na mobilnych dostęp do usług internetowych. Słowo smartfon średnio mi tu pasuje, bo kojarzy się z jakimś przedpotopowym Pocket PC z włożoną kartą GSM. Albo z symbianową Nokią, która dla przeciętnego użytkownika jest po prostu zwykłym telefonem, tylko trochę lepiej wyposażonym, większym i ze słabszą baterią.

(c) Brighthand

Jak to zwykle bywa, okazało się, że drzwi są otwarte i wcale nie trzeba ich wyważać. Pojęcie third screen (trzeci ekran) funkcjonuje od dobrych 10 lat, tylko jakoś nie może się przebić. Może dlatego, że dotąd opisywało nie realnie istniejące urządzenia, ale mgliste wizje na ich temat. Poza tym, do niedawna wszyscy podniecali się przede wszystkim Web 2.0 i user generated content.

O co chodzi z tym trzecim ekranem? To proste. Pierwszym jest telewizor, a drugim monitor komputera. I właśnie gdzieś pomiędzy nie wciska się coraz śmielej coś, co ciągle – z przyzwyczajenia – nazywamy telefonem. Urządzenie mobilne, które pozwala na łatwy dostęp do bardzo wielu, różnych treści. WWW, email, wideo, etc. To właśnie trzeci ekran.

Trzeci ekran nie zabije dwóch pozostałych, tak jak – wbrew różnym, zabawnym przewidywaniom – komputer nie zabił telewizji. Z każdego z ekranów korzystamy inaczej, w innych sytuacjach. Telewizor to pasywność (stąd klapa telewizji interaktywnej i web TV), piwko, chipsy, relaks po pracy. Komputer z internetem wymusza aktywność, nawet jeśli sprowadza się ona do otwarcia tej a nie innej strony WWW (albo, co gorsza, wygenerowania jakiegoś kontentu w słodkim, ajaksowym świecie łebdwazero).

Third screen odnajduje się gdzieś pomiędzy. Oglądanie pełnometrażowych filmów na kilkucalowym wyświetlaczu i pisanie prac magisterskich na ekranowej klawiaturze jest z pewnością możliwe, ale to raczej kiepski pomysł. Ale już jakiś teledysk z YouTube i komcie na blogasku w kolejce u lekarza? Czemu nie.

Pogłoski o śmierci pierwszego ekranu są mocno przesadzone. Producenci elektroniki chyba wreszcie zrozumieli, że internet w telewizorze nie może po prostu próbować wyglądać tak samo, jak w komputerze. Nowy pomysł na pożenienie TV z internetem to widgety. Zapowiadają się fajnie – to jest coś, czego mógłbym naprawdę używać.

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement