Przemysław Pająk
03 października, 2008
Niewiadomo, czy oficjele z Copyright Royalty Board przestraszyli się gróźb zamknięcia przez Apple największego na świecie sklepu z muzyką – iTunes (w końcu czerpią z niego nie małe profity), ale efekt jest taki jak oczekiwali Steve Jobs i spółka.
Trzyosobowe gremium CRB zdecydowało się utrzymać aktualne stawki tantiem w sprzedaży plików cyfrowych z muzyką. Apple dalej będzie więc oddawało 70 centów organizacji wydawców muzyki z każdego sprzedanego utworu w iTunes, z czego 9,1 centa trafi na konta artystów.
- Jesteśmy zadowoleni z decyzji CRB pozostawiającej stawki tantiem bez zmian – czytamy w lakonicznym oświadczeniu Apple.
- Pewnie, że słynne zdanie Eddy’ego Cue’a, że Apple prędzej zamknie iTunes Store niż zgodzi się na podwyżkę, miało znaczenie – przyznaje anonimowo reprezentant środowiska wydawców muzyki w rozmowie z CNET. – Nie uważam, że Apple zdecydowałoby się na tak drastyczny krok, ale tego typu wypowiedzi największego detalicznego sprzedawcy muzyki mają swój ciężar.
Steve Jobs wielokrotnie podkreślał, że Apple zainteresowało się muzyką, bo sami menedżerowie Apple “kochają muzykę”. Wielokrotnie dawał również do zrozumienia, że marża Apple na sprzedaży muzyki w iTunes Store jest zdecydowanie niższa niż w przypadku innych produktów oferowanych przez firmę z Cupertino. Analitycy rynku są zgodni, że branża muzyczna przetrwała krach sprzedaży płyt CD między innymi dzięki iTunes. Na każdym kroku jednak wytwórnie muzyczne podkreślały swoje niezadowolenie ze współpracy z iTunes i Steve’m Jobsem. Co więcej, wydają się ciągle nie rozumieć zmieniającego się rynku z roku na rok prezentując bardziej sztywne stanowisko w sprawie globalnej dystrybucji muzyki. Skutkuje to spektakularnymi akcjami muzyków (vide wydanie za darmo w Internecie nowego albumu przez grupę “Radiohead”), na których przemysł muzyczny traci najwięcej.
| poprzedni wpis | początek | następny wpis |
I tamci chciwi, i ci chciwi. Apple wygrało spór ponieważ oprócz chciwości są jeszcze aroganccy.
A swoją drogą Przemku, pytanie do Ciebie – czy uważasz, że w biznesie jest miejsce na etykę? Bo z wielu Twoich artykułów wypływa czasami jakiś karykaturalny obraz człowieka (w sensie ogólnym), którego decyzje są motywowane jedynie słupkami czy parciem na zysk, uciekasz zaś od jakiejkolwiek charakterystyki wartości moralnej opisywanych działań.
Drogi Makojadzie charakter tego bloga – w moim mniemaniu – jest “biznesowo-społeczno-marketingowe” spojrzenie na Apple jako unikatowe zjawisko na globalnej scenie biznesu. Dlatego unikam własnej oceny “wartości moralnej” opisywanych działań.
Jeśli jednak pytasz mnie o własną ocenę, to odpowiem tak:
Biznes to jest generowanie zysków. Decyzje biznesowe jednak muszą być podejmowa w oparciu o ogólnie zaakceptowane wartości moralne (w danym środowisku).
Nie szukałbym jednak “karykaturalnego obrazu człowieka” na moim blogu. Nie jest moją intencją opisywanie stanu człowieczeństwa w 21 wieku. Jeszcze raz powtórzę – interesuję się Apple jako zjawiskiem biznesowym, społecznym oraz marketingowym. I w oparciu o tą motywację budowane są praktycznie wszystkie posty o Apple na tym blogu.
“I w oparciu o tą motywację budowane są praktycznie wszystkie posty o Apple na tym blogu.”
I chyba wiem dlaczego – bo podejmując temty czysto “biznesowo-społeczno-marketingowe” nie da się wygenerować zysku z pisania o Apple. Analizując Twój blog, jakiś czas temu doszedłem do wniosku, że powoduje Tobą bardzo silna motywacja, która przekracza ramy zwykłej pasji. Jaka? Moim zdaniem (z dużą dozą prawdopodobieństwa) Twoją motywacją jest generowanie zysku w przyszłości. Nie ma niczego złego w połączeniu pasji z zarobkiem, chodzi tylko o pewnien porządek – czy czasem pasja nie jest tożsama z zakamuflowaną chęcią zysku. Ale nie wnikam dalej.
- więc najwyraźniej nie do końca się udaje to “biznesowo-społeczno-marketingowe” spojrzenie na Apple jako unikatowe zjawisko na globalnej scenie biznesu.”
No więc zajmij się tym tematem, bo może być to ciekawe. Jak na razie podejmujesz inne zagadnienia (z cyklu MyApple) – medyczne, informatyczne, plotkarskie.
W kwestiach etycznych – nie o stan człowieczeństwa chodziło, ale o konkretnych ludzi, którzy np. stoją za decyzjami Apple itd.itp. To “unikatowe zjawisko” chyba ma swoich autorów, animatorów, kontynuatorów, piewców, krytyków, naśladowców, itd. Piszesz o ludziach Przemku.
Drogi Makojadzie, przeraża mnie wizja mojej osoby, jaką usilnie próbujesz mi przedstawiać praktycznie w każdym Twoim cennym komentarzu.
Przeraża mnie, ponieważ jesteśmy tym, kim postrzegają nas inni, a w tym przypadku moje własne wyobrażenie o sobie rozmija się bardzo z tym, co mogę przeczytać o sobie z Twoich komentarzy.
Zastanawia mnie tylko na jakiej podstawie twierdzisz, że zdemaskowałeś moją motywację. Pytam, bo przecież nigdzie nie manifestowałem swoich celów.
Może i mój blog nie jest (jeszcze) doskonały, może “biznesowo-społeczno-marketingowe” spojrzenie na Apple jest moim dalekosiążnym celem, gdyż pewnie tego u mnie jeszcze nie ma. Może zbyt często reaguję zbyt emocjonalnie i – nie ukrywam – po niektórych postach mi trochę głupio jak je czytam tydzień po publikacji. Może rzeczywiście silnie tkwi we mnie jeszcze model pisania ala MyApple. Proszę przyjmij jednak do wiadomości, że nie jestem jakimś bezdusznym potworem liczącym miedziaki. Co więcej, ja mam swoje zajęcia i mam za co żyć… (że tak powiem… dość swobodnie). Pracuję zawodowo, gdzie się spełniam; prowadzę własną firmę, no i bawię się w “dziennikarstwo”. Przy okazję mam dwójkę małych dzieci
, co jest zajęciem najbardziej absorbującym.
I po części realizacją tej zabawy jest ten blog. Owszem, kierują mną przy okazji inne motywacje – rywalizacja, próba udowodnienia, itp., ale akurat o życiu z bloga jeszcze nie myślałem. Nie oznacza to, że kiedyś nie pomyślę. Na razie to jednak realizacja pasji, zabawa, ćwiczenie intelektualno-werbalne. Pomyślę, jak będę miał realne podstawy takiego myślenia.
Przede wszystkim jednak jestem po prostu zafascynowany “biznesowo-społeczno-marketingowym” aspektem Apple jako unikatowym zjawiskiem na globalnej scenie biznesu.
Drogi Makojadzie, przeraża mnie wizja mojej osoby, jaką usilnie próbujesz mi przedstawiać praktycznie w każdym Twoim cennym komentarzu.
Przeraża mnie, ponieważ jesteśmy tym, kim postrzegają nas inni, a w tym przypadku moje własne wyobrażenie o sobie rozmija się bardzo z tym, co mogę przeczytać o sobie z Twoich komentarzy.
Zastanawia mnie tylko na jakiej podstawie twierdzisz, że zdemaskowałeś moją motywację. Pytam, bo przecież nigdzie nie manifestowałem swoich celów.
Może i mój blog nie jest (jeszcze) doskonały, może "biznesowo-społeczno-marketingowe" spojrzenie na Apple jest moim dalekosiążnym celem, gdyż pewnie tego u mnie jeszcze nie ma. Może zbyt często reaguję zbyt emocjonalnie i – nie ukrywam – po niektórych postach mi trochę głupio jak je czytam tydzień po publikacji. Może rzeczywiście silnie tkwi we mnie jeszcze model pisania ala MyApple. Proszę przyjmij jednak do wiadomości, że nie jestem jakimś bezdusznym potworem liczącym miedziaki. Co więcej, ja mam swoje zajęcia i mam za co żyć… (że tak powiem… dość swobodnie). Pracuję zawodowo, gdzie się spełniam; prowadzę własną firmę, no i bawię się w "dziennikarstwo". Przy okazję mam dwójkę małych dzieci
, co jest zajęciem najbardziej absorbującym.
I po części realizacją tej zabawy jest ten blog. Owszem, kierują mną przy okazji inne motywacje – rywalizacja, próba udowodnienia, itp., ale akurat o życiu z bloga jeszcze nie myślałem. Nie oznacza to, że kiedyś nie pomyślę. Na razie to jednak realizacja pasji, zabawa, ćwiczenie intelektualno-werbalne. Pomyślę, jak będę miał realne podstawy takiego myślenia.
Przede wszystkim jednak jestem po prostu zafascynowany "biznesowo-społeczno-marketingowym" aspektem Apple jako unikatowym zjawiskiem na globalnej scenie biznesu.