Chyba pozwę "Wprost"

06.10.2008
Chyba pozwę "Wprost"

Zaglądam dzisiaj do „Wprost„, patrzę i myślę: ooo, artykuł o Steve’ie Jobsie. Świetnie. Czytam, czytam i? nie mogę się oprzeć wrażeniu, że już to gdzieś czytałem. Zaraz, zaraz? czytałem to przecież u siebie!

Przeanalizujmy:

1. Wprost:

Ja: Jak bardzo obrazuje fakt spadku wartości akcji Apple o ponad 4% w ciągu dwóch dni po ostatnim keynote Steve’a Jobsa (słynne przemówienia szefa Apple, na których prezentuje nowe produkty i usługi), tylko dlatego że wyglądał na ?wychudzonego i zmęczonego?.

2. Wprost:

Ja: – Ludzie mówią: o Boże, gdyby Jobsa przejechał autobus, Apple miałoby kłopoty. Nie sądzę, żeby tak było. Mamy w Apple wspaniałych ludzi.

3. Wprost:

Ja: Świat nowych technologii zamarł i po raz pierwszy zaczął zastanawiać się nad tym, czy „istnieje życie bez Steve’a Jobsa w Apple”.

4. Wprost:

Ja: Podczas keynote wypada zaskakująco dobrze, choć ciągle brakuje mu niekonwencjonalnych zagrań, zaskakujących zwrotów akcji, które porywałyby tłumy wielbicieli Apple.

Ocenę pozostawiam Wam. Dodam tylko, że autorami artykułu we „Wprost” byli: Małgorzata Zdziechowska oraz Tomasz Sobola.

EDIT: A co mi tam. Proszę, oto cały tekst artykułu we „Wprost”. Ktoś kto zagląda na mojego bloga z pewnością znajdzie tu kompilację kilku moich tekstów. 

Nie ma ludzi niezastąpionych – poza Steve’em Jobsem. Współtwórca i szef firmy Apple niedawno miał okazję za pomocą słynnego bon motu („Pogłoski o mojej śmierci były mocno przesadzone”) skomentować wpadkę agencji informacyjnej Bloomberg, która na swoich stronach internetowych umieściła omyłkowo jego nekrolog. Pojawił się zaledwie na parę sekund, ale i tak wartość akcji Apple od razu spadła. Wcześniej, w połowie czerwca 2008 r., kurs papierów firmy obniżył się w dwa dni o ponad 4 proc., bo zauważono, że Jobs niezdrowo wyglądał podczas dorocznego przemówienia (keynote). Natychmiast pojawiły się plotki, że ma nawrót raka. Wcześniej nawet nietrafione produkty Apple nie powodowały aż takich turbulencji.
Jobs, człowiek orkiestra w charakterystycznym czarnym golfie i dżinsach, stał się do tego stopnia gwarantem powodzenia Apple, że inwestorzy nie wyobrażają sobie firmy bez niego. – Gdyby niespodziewanie odszedł, wartość firmy spadłaby co najmniej o 25 proc. – uważa Charles R. Wolf, analityk Needham & Company. Mimo to coraz częściej pada pytanie: „kto po Jobsie?”.
„Ślizgam się tam, gdzie krążek będzie, a nie – gdzie był” – tym cytatem z legendy hokeja Kanadyjczyka Wayne’a Gretzky’ego Steve Jobs podsumował swoją koncepcję prowadzenia biznesu. Wyprzedzał konkurentów, ale i konsumentów. Tak jak w wypadku iPoda czy iPhone’a oferował im coś, czego pragnęli, zanim zdążyli to sobie wyobrazić. Firmę Apple, założoną przez niego i Steve’a Wozniaka w 1976 r., z producenta komputerów przekształcił w ikonę popkultury XXI wieku (wartą około 160 mld USD). Sama marka Apple jest siódmym najcenniejszym brandem świata (jej wartość w ciągu ostatniego roku wzrosła o 123 proc.).
Nowe rewolucyjne produkty zapewniają Apple nie tylko pokaźne przychody (w drugim kwartale 2008 roku wyniosły 7,51 mld USD, a zysk netto 1,05 mld USD – odpowiednio o 43 proc. i 36 proc. więcej niż w analogicznym kwartale poprzedniego roku), ale zabezpieczają firmę przed cyklicznymi kryzysami. Już tylko niespełna połowa przychodów Apple pochodzi ze sprzedaży komputerów. Około 30 proc. przynoszą iPody, 12 proc. – muzyka i multimedia sprzedawane przez serwis iTunes, 10 proc. – sprzedaż oprogramowania i usług. Steve Jobs nie zadbał tylko o jedno: losy firmy po jego odejściu, choćby na emeryturę.
Próbkę tego, czym może być Apple bez Jobsa, mieliśmy po 1985 r., gdy po serii konfliktów z ówczesnym szefem Johnem Sculleyem odszedł on z firmy. Podczas trwającego 12 lat rozstania firma tylko się pogrążała. „Nigdy nie pozbierała się po stracie Steve’a. Był sercem, duszą i motorem napędowym. Była to całkiem inna firma, stracili jej duszę” – powiedział w jednym z wywiadów programista Macintosha Andy Hertzfeld. Dopiero gdy pod koniec lat 90. Jobs ponownie został prezesem, Apple wrócił do gry. Wystarczyło mu kilkanaście miesięcy, aby spółka, która traciła 700 min USD rocznie, odbiła się od dna. Jobs wprowadził na rynek nowe produkty i stworzył wokół nich nieprawdopodobny spektakl marketingowy.
Uzależnienie od charyzmy i wizjonerstwa szefa jest siłą Apple, ale też największym zagrożeniem. – Ludzie mówią: „O Boże, gdyby Jobsa przejechał autobus, Apple miałby kłopoty”. Nie sądzę, żeby tak było. Mamy wspaniałych ludzi – zapewnia sam Steve Jobs. To tylko przekomarzanie się. Jobs całkowicie zdominował firmę. Jak twierdzą byli menedżerowie Apple, chce wszystko kontrolować i zatwierdzać samodzielnie. Stoi za rozwojem nowych produktów i marketingiem. Jest twarzą firmy. Wycena rynkowa Apple jest de facto wyceną Steve’a Jobsa.
52-letni Bili Gates, założyciel Micro-softu, największego konkurenta Apple, swoje odejście na emeryturę przygotowywał dziesięć lat, odpowiednio wcześniej przekazując fotel prezesa Steve’owi Ballmerowi i stopniowo usuwając się w cień. Odejście Gatesa było tak dobrze przygotowane, że gdy l lipca 2008 r. w końcu przeszedł na emeryturę, mało kto to dostrzegł, a już na pewno się tym nie emocjonował. Tymczasem odejście Jobsa mogłoby oznaczać dla Apple trzęsienie ziemi. Po raz pierwszy zaczęto się zastanawiać nad tym, czy istnieje w Apple życie bez Steve’a Jobsa po tym, jak 31 lipca 2004 r. poinformował, że przeszedł pomyślnie operację złośliwego raka trzustki. Ale wkrótce były iPod, iPhone i całe to szaleństwo – i nikt już do sprawy nie wracał. Aż do dziś.
W słynnej serii reklam Apple mężczyzna z nieco przetłuszczonymi włosami, w źle skrojonej marynarce, fatalnych okularach i takim samym krawacie mówi: ?Dzień dobry, jestem PC”. Alternatywą był przystojny, kreatywny młodzieniec w dobrze leżących ubraniach – czyli komputer Macintosh (Mac) od Apple’a. Bycie cool i sery stało się znakiem wyróżniającym tę markę. – Gdy nie do końca wiedziałem, co oznacza słowo charyzma, poznałem Steve’a Jobsa i zrozumiałem jego znaczenie – powiedział po latach Larry Tesler, dawny szef działu naukowego Apple. Dziś na giełdzie możliwych następców Jobsa pojawiają się takie nazwiska, jak Jonathan Ive, główny projektant firmy Apple (to jego projekty iMac, iPod, iPho-ne stały się ikonami popkultury), Tim Cook, numer dwa w Apple i jej szef operacyjny, oraz Scott Forstall, nowy wiceprezes odpowiedzialny za oprogramowanie iPhone’a. Żaden z nich nie jest jednak tak przebojowy jak Jobs. Żaden z nich nie ma takiej charyzmy i medialnego wyczucia. Żaden nie porwałby tłumów. Przypominają raczej nudnego peceta ze wspomnianej reklamy niż fajnego maca. 

Musisz przeczytać:

Dołącz do dyskusji

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

MAŁO? CZYTAJ KOLEJNY WPIS...

Advertisement